font_preload
PL / EN
Atom Energetyka 4 kwietnia, 2018 godz. 7:30   

Mielczarski: Polski model finansowania atomu do podważenia

atom energetyka jądrowa

Udział Polskiego Funduszu Rozwojowego w budowie polskiego atomu może być uznany za pomoc publiczną, a to może zdecydowanie ostudzić zapał do realizacji takiego pomysłu – to opinia prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej dla BiznesAlert.pl. – Cały czas mamy problemy z inwestycjami. Nasz wzrost gospodarczy jest napędzany popytem stymulowanym programami socjalnymi. To dobre na początek, ale na dłuższą metę to palenie pieniędzmi w piecu dla ogrzania się – powiedział ekspert.

PFR a pomoc publiczna

Prof. Władysław Mielczarski, pytany przez portal BiznesAlert.pl czy Polski Fundusz Rozwoju może wesprzeć budowę elektrowni jądrowej w Polsce podkreślił, że PFR to podmiot państwowy, finansowany z państwowych pieniędzy. – Nie jestem co prawda prawnikiem, ale widzę tu możliwość konfliktu z Komisją Europejska o niedozwoloną pomocą publiczną – powiedział Mielczarski.

Drugim elementem jest możliwość zadłużania się polskich firm energetycznych, która zdaniem prof. Mielczarskiego może być oceniania na 20 mld zł. – To jest co najmniej drugie tyle za mało nawet na jeden blok jądrowy. Wsparcie jest możliwe, ale nie na takim poziomie aby rozpocząć inwestycje – powiedział ekspert.

Atom – inwestycja czy strata

Jako przykład podał inwestycję w brytyjskim Hinkley Point. – Największa firma energetyczna Europy (EdF) będąca własnością rządu francuskiego mająca 35 letnie gwarancje zakupu energii po cenie 2 razy wyższej od rynkowej ze strony rządu Wielkiej Brytanii w systemie kontraktów różnicowych zatwierdzonych przez Komisję Europejską. I jaki jest skutek. Od trzech lat nie można zamknąć finansowania, a koszty w międzyczasie narosły, tak że trzeba zawierać (negocjować) nowy kontrakt – wyjaśnił prof. Mielczarski.

Pytany czy budowę elektrowni jądrowej można uznać za inwestycję w przyszłość, prof. Mielczarski powiedział, że będą to „straty i to bez większych efektów”. – Szacuje się, że spółka PGE EJ1, odpowiedzialna za inwestycje wydała już ponad 500 mln zł na badania lokalizacji i technologii bez żadnego widocznego efektu, nie licząc pensji prezesów – podkreślił prof. Mielczarski.

BiznesAlert.pl zapytał profesora o możliwość dofinansowania spółki PGE EJ1 lub stworzenie z PKN Orlen nowego podmiotu celowego. Prof. Mielczarski powiedział, że można sobie wyobrażać różne kombinacje, ale inwestycje powinny być dochodowe. – Jeżeli będziemy działać tylko ze względów politycznych i poświęcać na to dobre firmy to zyskamy, i już zyskujemy, opinię nieodpowiedzialnego utracjusza z którym nie będzie poważnej współpracy. Cały czas mamy problemy z inwestycjami. Nasz wzrost gospodarczy jest napędzany popytem stymulowanym programami socjalnymi. To dobre na początek, ale na dłuższą metę to palenie pieniędzmi w piecu dla ogrzania się – przestrzegał rozmówca portalu BiznesAlert.pl.

Bez drogiej polityki klimatycznej atom nie będzie się opłacał

Jakie są więc warianty finansowania atomu są obecnie realizowane na świecie? Chińczycy robią to z budżetu, Brytyjczycy zapożyczają się u Chińczyków właśnie. Polacy i Czesi szukają optymalnego modelu. Prof. Mielczarski zaznacza że „Chińczycy są potężnym krajem o centralnym sterowaniu, gdzie ryzyko – jak to w socjalizmie – jest przenoszone na całe społeczeństwo”. – Zresztą ich inwestycje są znacznie tańsze, ale nieakceptowalne w warunkach europejskich. Inni szukają kredytu, ale bez większego skutku. Elektrownie jądrowe miały tylko sens razem z programem zbrojeniowym, ale i tak to zawsze były duże straty. Próbuje się tego jądrowego nieboszczyka ożywić poprzez ograniczenia emisji, ale to nie będzie działało, bo emisje maleją i cena ich pozwoleń nie będzie przekraczać 10 euro za tonę, co nie ma wpływu na opłacalność poszczególnych technologii. Aby elektrownie jądrowe były opłacalne to ceny pozwoleń na emisje musiały być 80-100 euro za tonę. Ta technologia jest już na wysypisku i nie ma co tam już grzebać. Nic sensownego z tego nie wyniknie – powiedział ekspert.

Prof. Mielczarski zastrzegł, że koszty inwestycji we wszelkie nowe moce wytwórcze są „obecnie trudno weryfikowalne i zależne od wielu czynników, które szacunki na obecnym etapie mogą nie uwzględniać”.