Baca-Pogorzelska: Ratowanie kopalń za wszelką cenę. Logika czy kampania wyborcza?

6 sierpnia 2015, 08:30 Energetyka
Chodniki Kopalnia Bogdanka fot. Lubelski Węgiel „Bogdanka” S.A.

KOMENTARZ

Karolina Baca-Pogorzelska

Górnictwo 2.0

Gdy w styczniu słyszałam, że Kompania Węglowa stoi na krawędzi bankructwa i bez natychmiastowej reformy zbankrutuje, a rząd pokazał pierwszy plan ratunkowy/naprawczy dla tej największej spółki węglowej w kraju, wydawało mi się, że w końcu, wręcz w ostatniej chwili, ktoś się obudził i może jest jeszcze szansa na wyprowadzenie polskich kopalń na prostą. Niestety, mam wrażenie, że to wszystko spowodowane było podwójnym rokiem wyborczym (najpierw mieliśmy wybory prezydenckie, za chwilę parlamentarne).

W planie z 7 stycznia mieliśmy do czynienia z propozycją zamknięcia najbardziej nierentownych zakładów Kompanii, czyli KWK Bobrek-Centrum, KWK Sośnica-Makoszowy, KWK Brzeszcze i KWK Pokój, które miały trafić do Spółki Restrukturyzacji Kopalń. Zagadka w takim razie. Kto wie, która z tych kopalń dzisiaj, po siedmiu miesiącach faktycznie jest zamknięta?

Podpowiem. Żadna. Jak to możliwe? Po długich negocjacjach i górniczych protestach ustalono, że Pokój dostanie jeszcze szansę, dla Brzeszcz poszuka się inwestora, z kolei Bobrek-Centrum i Sośnica-Makoszowy zostały ponownie rozdzielone. Bobrek trafił do Węglokoksu, Sośnica została w Kompanii, a Centrum i Makoszowy (czyli de facto „połowy” kopalń) są w SRK i nie działa faktycznie Centrum. Bo ostatnio przecież pojawił się plan ratunkowy dla kopalni Makoszowy (której kupnem interesował się m.in. właściciel TVS). I tak dalej, i tak dalej…

Tauron, który ma być potencjalnym inwestorem Brzeszcz postawił warunki wręcz zaporowe dla realizacji tej transakcji. – To fikołek polityczny – mówi mi osoba z branży. Pamiętajmy jednak, że Brzeszcze mogą odegrać ważną rolę w tej kampanii. Kandydatka PiS na premiera, Beata Szydło, była tam Burmistrzem. A rząd pewnie stanie na rzęsach by pokazać, że Brzeszcze z hasztagiem #PolskaWRuinie lub #wygaszone to jednak zła droga.

Mam jednak wrażenie, że w ciągu siedmiu miesięcy od prezentacji planu naprawczego Kompanii Węglowej mamy do czynienia z jego wersją nie tylko B czy C, ale mniej więcej K? Niby sporo z zapisów zostało zrealizowanych, niby Kompania nie zbankrutowała, niby jest szansa, że UE nie wywali wszystkiego w kosmos…

Tylko mi nadal się to przysłowiowej kupy nie trzyma. Skoro bowiem mamy nadpodaż 10 mln ton węgla energetycznego na krajowym rynku, a w zasadzie nie zamkniemy żadnej nierentownej kopalni, tylko m.in. wojną cenową zmusimy m.in. Bogdankę do zmniejszenia produkcji (jej zdolności roczne to ok. 11 mln ton surowca, a wyprodukuje 8,5 mln ton w 2015 r.) i będziemy oczekiwać górniczej solidarności od innych spółek węglowych, by ratować za wszelką cenę kolosa na glinianych nogach – to czy naprawdę o to chodzi?

Spójrzmy na wyniki finansowe sektora węgla kamiennego, które opublikowała ARP. Przyprawiają o dreszcze. Od miesięcy powtarzam, że gdy ktoś myślał, że 2014 r. był zły dla górnictwa, to ten po prostu będzie koszmarny. I choć częściowo na pewno jest to efekt niskich cen paliwa na światowych rynkach (tona w portach ARA poniżej 60 USD – 31 lipca było to 57 USD), to jednak przede wszystkim nasza własna niekonsekwencja. No nie można być trochę w ciąży – tak samo nie można zamknąć kopalń „tak jakby”. Albo podejmujemy konkretne decyzje i robimy amputację chorej nogi, by ustrzec cały organizm przed gangreną, albo nie mamy do tego serca i pozwalamy na powolną agonię. W mojej opinii mamy do czynienia z tą drugą wersją.

Z danych katowickiego oddziału ARP wynika, że w pierwszym półroczu polskie kopalnie wydobyły w sumie 34,3 mln ton węgla (spadek rdr o 0,85 mln ton), a strata netto sektora wyniosła 1,445 mld zł wobec 772,3 mln zł rok wcześniej. A to oznacza stratę na KAŻDEJ wydobytej tonie ponad 42 zł netto! Zważywszy na to, że lubelska Bogdanka nie generowała strat, to dopłata do tony węgla ze Śląska była jeszcze większa.

Żeby nie było – reformy wymaga nie tylko Kompania Węglowa, ale i KHW czy JSW. Jednak to ona wygenerowała większość tych strat. Dlatego uważam, że ratowanie jej za wszelką cenę, a konkretnie niemal wszystkich jej kopalń to droga donikąd i będzie się nam wszystkim odbijać czkawką jeszcze bardzo długo.