Fedorska: Tunel między Danią a Niemcami. Kto zarobi, a kto straci?

13 grudnia 2021, 07:30 Drogi
Tunel Fehmarnbelt (dun. Femern Bælt-tunnelen). Źródło: wikipedia
Tunel Fehmarnbelt (dun. Femern Bælt-tunnelen). Źródło: wikipedia

Tunel Fehmarnbelt (dun. Femern Bælt-tunnelen) to tunel drogowy i kolejowy o długości 17,6 km pod Morzem Bałtyckim między niemiecką wyspą Fehmarn a duńską wyspą Lolland. Tunel ma być gotowy w 2029 roku. Koszty szacowane są na 7,1–9 miliardy euro. Bruksela dofinansuje ten projekt kwotą blisko 600 milionów euro. Większość kosztów poniesie strona duńska, a przedsięwzięcie ma się zrefinansować za 39 lat przez opłaty pobierane za przejazd tunelem – pisze Aleksandra Fedorska, współpracownik BiznesAlert.pl.

Unia Europejska uważa ten projekt za szczególnie priorytetowy. Po tunelu Brenner duńsko-niemiecki tunel będzie drugim co do znaczenia dla europejskiego systemu transportu.

Po ukończeniu budowy tunelu przejazd między Hamburgiem a Kopenhagą zajmie jedynie 2,5 godziny. Ze stolicy Danii są do dyspozycji wygodne połączenia drogowe i kolejowe ze Szwecją i innymi krajami skandynawskimi.

Jednak po niemieckiej stronie Tunel Fehmarnbelt od lat budzi sprzeciw. Prace budowlane miały się zacząć już w 2015 roku, ale zostały uniemożliwione przez procesy sądowe i zastrzeżenia organizacji działających na rzecz ochrony środowiska.

Niemieckie porty, takie jak Lubeka, Rostock i Sassnitz, obawiają się o swoją przyszłość, bo duża część pasażerów i towarów z Niemiec do Skandynawii, będzie przewożona w przyszłości przez tunel, a nie jak dotychczas promami. Dla tych portów wręcz idealne byłyby wysokie opłaty za przejazd tunelem, gdyż wtedy nadal mogłyby być konkurencyjne.

Gernot Tesch, dyrektor portu w Rostock, uważa że wysokie koszty budowy tego tunelu muszą znaleźć odzwierciedlenie w opłatach za przejazd ciężarówkami, samochodami i pociągami. Przy spodziewanych wysokich cenach biletów port w Rostock nie straciłoby ani frachtu, ani pasażerów. Tesch oczekuje od polityków, że wpłyną odpowiednio na ceny przejazdu tunelem, aby nie były one zbyt niskie.

Wpływ polityków niemieckich będzie jednak ograniczony, bo operator tunelu, duńska firma Femern A/S, jest firmą córką duńskiego państwowego koncernu Sund & Bælt Holding A/S, który ponosi większość kosztów budowy tunelu.

Niemcy uruchomili nie tylko sprzeciw w landzie Szlezwik-Holsztyn, gdzie tunel kończy się na wyspie Fehmarn, ale także polityków z nowego rządu w Meklemburgii-Pomorzu Przednim.

– Warunki korzystania z nowego połączenia transportowego nie mogą być zaprojektowane tak, aby zakłócać konkurencję. Nie może ono zagrażać istniejącym wysokowydajnym połączeniom promowym, zwłaszcza przez Rostock – powiedział landowy minister ds. gospodarki Reinhard Meyer z SPD.

Izba Handlowa w Rostocku już wcześniej przestrzegała przed uruchomieniem Tunelu Fehmarnbelt, który może spowodować utratę 30% miejsc pracy w firmach związanych z portem i znaczny spadek obrotów. Po stronie niemieckiej mogłoby w ten sposób stracić pracę 10 000 pracowników, a obroty mogłyby spaść o nawet 1,6 miliardów euro. W Rostocku, na podstawie przewidywanych przepływów ruchu przez tunel, można się spodziewać  spadku liczby pasażerów i przejeżdżających samochodów o prawie 50 procent. Spodziewany jest spadek kolejowego ruchu towarowego nawet o 25 procent, co odpowiada 210 tys. ton w 2030 roku.

Eksperci izby handlowej oczekują ponadto rekompensat finansowych i infrastrukturalnych w przypadku uruchomienia tego połączenia między Niemcami a Danią.

Zastanawia natomiast fakt, że potencjalnie najbardziej poszkodowana duńska firma Scandlines, która obsługuje połączenia promowe Rostock-Gedser i Puttgarden-Rødby, nie ma większych zastrzeżeń do Tunelu Fehmarnbelt. – Oczywiście pływamy dalej; jesteśmy doskonałą alternatywą; jedyną ważną rzeczą jest dobry dostęp do portów – komentuje Anette Ustrup Svendsen, rzeczniczka prasowa Scandlines, w rozmowie z niemiecką gazetą Ostsee Zeitung.

Nie tylko Nord Stream, ale też Jedwabny Szlak omija Polskę