Grzyb: Mamy sojuszników w projekcie reindustrializacji

17 października 2014, 10:45 Energetyka
Andrzej Grzyb

ROZMOWA

Rozmowa BiznesAlert. pl z posłem do Parlamentu Europejskiego Andrzejem Grzybem (PSL) poświęcona nowej polityce klimatycznej.

BiznesAlert.pl: Podczas szczytu Rady Europejskiej w dniach 23-25 października szefowie państw unijnych decydować będą o nowych celach europejskiej polityki klimatycznej do 2030 roku. Na pierwszym miejscu jest 40 proc. redukcji CO2 wobec stanu w roku 1990. Czy Pana zdaniem realizacja tego wymogu jest dla Polski możliwa do realizacji i jakim kosztem?

Andrzej Grzyb: W teorii jest to cel zbliżony do poprzedniego – na obecne dziesięciolecie założyliśmy redukcję o 20 proc. w stosunku do 1990 roku, na kolejne dziesięciolecie miałoby to być kolejne 20 proc.. Przede wszystkim wyczerpują się łatwe rezerwy redukcji emisji, a dalsze będą kosztowały coraz więcej. Po drugie w osiągnięciu celu w roku 2020 duży udział miał kryzys gospodarczy z 2008 roku. Nasuwa się więc pytanie, czy możliwe są dalsze redukcje przy zachowaniu wzrostu gospodarczego? Dla Polski ważny jest nie tylko ogólny cel dla całej UE, ale to jak zostanie on rozłożony na poszczególne państwa członkowskie. Tutaj pojawia się pewne niebezpieczeństwo – niektóre państwa członkowskie, w tym również najwięksi adwokaci redukcji, uważają, że najłatwiej jest redukować emisje w krajach takich jak Polska i postulują by główny ciężar spadł właśnie na te kraje, gdyż mają one największy potencjał redukcyjny. Pytanie polega więc nie na tym czy jesteśmy w stanie osiągnąć 40 proc. redukcję, tylko byśmy nie zostali zmuszeni do jeszcze większych cięć. Naszym zdaniem, te kraje członkowskie, które najbardziej naciskają na redukcje powinny również wziąć na siebie największe obciążenia a nie przerzucać ich na innych członków UE. Ważna jest również ich struktura redukcji – chodzi tu o odpowiednie rozłożenie akcentów pomiędzy działy gospodarki objęte przez ETS, jak i te będące poza nim (np. transport).

A dla innych państw UE?

Podstawową kwestią jest konkurencyjność europejskiej gospodarki. Od dawna uważamy, że potrzebne jest globalne porozumienie w sprawie redukcji emisji, gdyż jednostronne zobowiązania mogą konkurencyjność w dużym stopniu ograniczyć. Mówimy o reindustrializacji Europy, a równocześnie zniechęcimy potencjalnych inwestorów tak globalnych jak i rodzimych. Z drugiej strony, tak jak już powiedziałem, – jeżeli w UE są państwa, które chcą wziąć na siebie główny ciężar redukcji emisji i powstających w ten sposób kosztów i będą w stanie je udźwignąć, o takim rozwiązaniu można rozmawiać. Pytanie, czy za 5 lat, wchodząc w trzecie dziesięciolecie XXI wieku, nie będziemy musieli dzisiejszych decyzji odkręcać, po raz kolejny podważając zaufanie inwestorów do UE.

– Kolejny cel nowej polityki klimatycznej UE to 30 proc. udziału odnawialnych źródeł energii w miksie europejskim. Jak Pana zdaniem uda się to osiągnąć wobec generalnej porażki niemieckiej „energiewende”?  Niemcy wprawdzie zwiększyli udział OZE w swoim miksie energetycznym, ale jeszcze bardziej zwiększyli udział węgla, głównie brunatnego. Chyba  nie o to chodzi UE? 

30 proc. udziału odnawialnych źródeł energii w miksie europejskim jest bardzo ambitnym zadaniem. Nie może to być jednak cel, który zostanie narzucony wszystkim po równo, ze względu na różne możliwości państw członkowskich. Dlatego ważne jest by zidentyfikować miejsca, w których może występować koncentracja OZE (przykładem mogą być np. wiatrowe farmy offshore na Morzu Północnym, które mogą być stosunkowo najbardziej stabilnym źródłem energii z wiatru). Innym elementem może być odnawialna energetyka prosumencka. W przypadku Polski osiągnięcie pułapu 30 proc. udziału OZE w miksie energetycznym jest nierealne. Dotychczasowy cel dla UE, czyli 20 proc. udziału OZE do 2020 roku, przy podziale na różne kraje dla Polski został ustalony na poziomie 15 proc. Odnosząc się do porównania z Niemcami,  sytuacja Polski jest o tyle odmienna od niemieckiej, że w naszym kraju obecnie energetyka jest prawie w 90 proc. oparta na węglu. Trudno więc by było jeszcze bardziej zwiększyć udział węgla w miksie energetycznym. Porażka „energiewende” i wzrost udziału węgla w niemieckim miksie energetycznym został spowodowany tym, że zadecydowano tam o przeprowadzeniu dwóch procesów na raz. Z jednej strony postanowiono zwiększyć udział OZE w ogólnym miksie energetycznym oraz wprowadzić wysokie dopłaty do OZE, co skutecznie zmniejszyło rentowność elektrowni gazowych. Z drugiej strony zadecydowano o wygaszeniu energetyki atomowej. Interesującą jest informacja, że przewiduje się redukcję dotacji do OZE w Niemczech, które obecnie wynosi 29 mld euro rocznie.

-Trzeci cel nowej polityki klimatycznej UE to 30 proc. oszczędności energii. Czy Pana zdaniem ten cel jest osiągalny przy obecnym stanie technologii w instalacjach energetycznych krajów UE?

– To nie technologia jest przeszkodą a koszty. Musiałyby one być poniesione zarówno przez przedsiębiorstwa, instytucje publiczne jak i obywateli. Duża część oszczędności musiałaby zostać osiągnięta nie po stronie instalacji energetycznych, ale po stronie odbiorców – instalacji grzewczych, czy termomodernizacji budynków. Znaczna część oszczędności mogłaby być również osiągnięta poprzez zwiększenie udziału instalacji kogeneracyjnych. O ile, więc zaplecze technologiczne istnieje, o tyle główną barierą są możliwości ekonomiczne przedsiębiorstw (związane nie tylko z kosztami bezpośrednimi, ale i z ich konkurencyjnością) oraz instytucji publicznych i obywateli. Koszty te należy skalkulować tak, żeby się to wszystkim opłaciło. Nie można przyjmować dogmatycznej postawy ani stawiając zbyt wyśrubowane cele ani też w ogóle rezygnując z ambicji ulepszenia europejskiej polityki energetycznej. Szczególnie ważne mogą być zachęty finansowe stymulujące efektywność energetyczną, np. nisko oprocentowane kredyty czy inne formy wsparcia.

Jeśli te cele zostaną przyjęte jako obligo – jak sobie z nimi poradzi gospodarka europejska, zwłaszcza wobec boomu w gospodarce USA (we wrześniu wzrost PKB w USA: 4,6 proc. wobec  niemal stagnacji w UE)?

Mamy sojuszników w projekcie reindustrializacji UE, powrocie miejsc pracy do krajów członkowskich UE. Stąd decyzje dotyczące celów redukcyjnych w moim przekonaniu będą rozsądne. Uważam, że powinniśmy podjąć ambitne działania, ale równocześnie musimy dbać o konkurencyjność naszych przedsiębiorstw. Inaczej redukcje emisji i oszczędności energii przyjdą same – po prostu nie będzie jej komu zużywać.

Rozmawiała Teresa Wójcik