Jakóbik: Na froncie wschodnim bez zmian. Propaganda energetyczna Rosji

8 października 2014, 11:06 Energetyka
Wojtek Jakóbik

KOMENTARZ

Wojciech Jakóbik

Redaktor naczelny BiznesAlert.pl

Pomimo oparów absurdu, w jakich musi unosić się analityk przeglądający rosyjskie komunikaty prasowe, warto zanurzać się w nich regularnie, ponieważ nawet fałszywe informacje dają podstawy do odczytania określonych sygnałów. Z ostatnich komunikatów Gazpromu wynika, że firma okupiła znacznymi stratami politykę Rosji na Ukrainie i ich konsekwencje w postaci sankcji zachodnich.

Dyrektor firmy, Aleksiej Miller ocenił, że nie jest ona już pewna swojej strategii w Europie. Ze względu na coraz mniej sprzyjające warunki, firma ma rozważyć czy warto dalej inwestować w kolejne ogniwa łańcucha od wydobycia po sprzedaż gazu ziemnego. – To nie znaczy, że Gazprom wycofa się z każdego projektu, ale przejdą one na pewno określone zmian – powiedział.  Pomimo tych słów Miller deprecjonuje zabiegi dywersyfikacyjne krajów Unii Europejskiej, chociaż domagają się one wprowadzenia cen spotowych, niezależnych od ropy naftowej do kontraktów z rosyjską firmą, przekonuje, że to europejski rynek gazu musi się zmienić.

Jednakże fakt, że Miller obraża się na Europę jest pośrednim przyznaniem się do porażki w walce z nowymi realiami na tym rynku. Pomimo intensywnego lobbingu rosyjskiego w Brukseli Komisja Europejska obstaje twardo przy regulacjach trzeciego pakietu energetycznego ograniczających monopol Gazpromu w Europie. Wobec tego stanowiska nawet dotychczasowi sojusznicy firmy jak Bułgaria, podporządkowują się w obawie przed ostracyzmem. Pomimo oczekiwań Moskwy, nowy, socjalistyczny rząd bułgarski na wstępie zapowiedział, że podtrzymuje stanowisko swoich prawicowych poprzedników wobec gazociągu South Stream i nie będzie go odmrażał, dopóki Komisja Europejska nie zmieni zdania na temat projektu. Bruksela zatrzymała go ze względu na inwazję Rosjan na Ukrainie oraz zastrzeżenia do przetargów na podwykonawców rury. Kategorycznie opowiada się także za podporządkowaniem South Stream regulacjom trzeciego pakietu energetycznego. Nie pomoże tutaj niezmiennie prorosyjskie stanowisko Serbii, bo bez Bułgarii gazociąg traci rację bytu. Również połączone wysiłki Niemców i Rosjan o zwolnienie odnogi Nord Stream w Niemczech – OPAL spod reżimu pakietu energetycznego dotąd się nie powiodły. Nadzieje Rosjan na bardziej ugodowe stanowisko KE w sprawie energetyki zniweczyła także kandydatka na Wysokiego Przedstawiciela do spraw Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa UE Federica Mogherini, która zajęła niespodziewanie twarde stanowisko względem South Stream oraz współpracy energetycznej z Rosją. Inna kwestia to, czy po głosowaniu na temat składu Komisji 22 października stanowisko jej przedstawicieli nie zostanie zmienione. Problemy Rosjan to tylko konsekwencja ściągnięcia maski gazowej Szwajcarii, za jaką chciała w Europie uchodzić Moskwa. Inwazja na Ukrainę oraz orientalny w pejoratywnym znaczeniu tego słowa styl uprawiania polityki przez Kreml mści się głównie na jego firmach, na czele z Gazpromem. To także skutek zmian na rynku gazu spowodowanych łupkową rewolucją w Stanach Zjednoczonych oraz spadkiem zapotrzebowania na ten surowiec w Europie spowodowany kryzysem gospodarczym. Nawet najlepsi propagandyści nie przełamią tych realnych czynników, które zmuszają Rosjan do rewizji swojej polityki energetycznej.

Gazprom spodziewa się, że w br. jego produkcja gazu spadnie do poziomu 463 mld m. sześc. podając, jako przyczynę znacznie zmniejszone zapotrzebowanie z powodu gazowego konfliktu z Ukrainą.  To największy spadek wydobycia w historii firmy. Jednak analitycy rynku paliw uważają, że spadek będzie jeszcze bardziej dotkliwy – wydobycie ledwo osiągnie 450 mld m. sześc. Dla złamania złego wrażenia firma dodaje, że w przyszłym roku chce zanotować wzrost wydobycia o pięć procent, ale w obliczu nieustającego konfliktu w Donbasie nie można być pewnym tego typu prognoz. Według dyrektora Gazpromu Aleksieja Millera Ukraina nie będzie w stanie zapewnić wystarczającej ilości gazu ziemnego w swoich magazynach przed rozpoczęciem zimy. Jego zdaniem dla utrzymania tranzytu potrzebuje 18 lub „lepiej 20 mld m3” gazu. – Prognozy pogody na zimę wróżą mrozy – dodał Rosjanin. Naftogaz podaje, że na dzień 5 października 2014 r. w podziemnych zbiornikach gazu na Ukrainie zakumulowano 16,7 mld, czyli są one zapełnione w 53 procentach. Pojemność magazynów wynosi 32 mld m3. Tymczasem termin kolejnych rozmów na temat ponownego uruchomienia dostaw gazu ziemnego od Gazpromu dla ukraińskiego Naftogazu nie jest znany. Komisja Europejska podaje, że zostanie on ogłoszony w przeciągu tego tygodnia. Wcześniej był wielokrotnie przekładany. Gazprom chce dostarczyć nad Dniepr od 5 do 10 mld m3, lecz oczekuje od Kijowa spłaty długu i uznania kompromisowej ceny $385/1000m3. Ukraińcy uznają tę cenę za polityczną i niepewną. Trwająca od 16 czerwca, kiedy zatrzymane zostały dostawy od Gazpromu, wojna nerwów trwa. Na płaszczyźnie propagandowej Rosjanie prezentują postawę zatroskanego partnera relacji gazowych z nieprzewidywalną Ukrainą ale w rzeczywistości to oni stawiają w negocjacjach warunki, wiedząc z wyprzedzeniem, że Kijów ich nie zaakceptuje. W ten sposób przystawiają mu gazową broń do skroni i prowadzą pod ścianę, gdzie pewnie w okolicach wyborów parlamentarnych będzie musiał skapitulować. Komisja Europejka nie ma możliwości ani woli politycznej uchronić Ukraińców przed takim scenariuszem. Sama pogrąża się w wewnętrznej dyskusji na temat zależności energetycznej od Rosji, co ostatecznie może i powinno przynieść dobre owoce, na przykład w postaci realizacji postulatów Unii Energetycznej. Na drugi plan schodzi negocjacja nowego pakietu energetyczno-klimatycznego, który jest w obliczu wojny nad Dnieprem tematem dużo mniej nośnym na europejskich salonach.

Nie wymieniłem wszystkich problemów Gazpromu. Ze względu na sankcje zachodnie projektom naftowym Rosnieftu w Arktyce zagraża stagnacja. Ze współpracy z firmą na Morzu Karskim (Złoże Bażenow) wycofał się amerykański Exxon Mobil. Z odsieczą dla rywala na wewnętrznym rynku rosyjskim pospieszył Gazprom. Przedstawiciele firmy zadeklarowali, że mogą wesprzeć prowadzone przez Rosnieft poszukiwania ropy łupkowej na Złożu Bażenow w 2015 roku. Należy jednak podkreślić, że podobnie jak naftowy gigant Igora Sieczyna, tak firma Aleksieja Millera, nie posiadają jeszcze technologii niezbędnej do pracy z ropą łupkową, którą dostarczał Exxon. Gazprom dopuszcza także możliwość połączenia projektów LNG na Sachalinie, w wypadku gdyby pojawiły się sankcje przeciwko rosyjskiemu sektorowi gazowemu, a Exxon wycofał się także z inwestycji Rosnieftu o nazwie Daleki Wschód LNG (Sachalin-2). Użyczenie rur przez Sachalin Energy i funkcjonującego terminalu Sachalin LNG przez jego spółkę-matkę Gazprom poprawi pozycję tej firmy w rywalizacji z spółką Sieczyna, ale skaże ją na dodatkowe koszty, których nie brakuje. Przed kryzysem ukraińskim to Rosnieft triumfował i atakował stan posiadania Gazpromu. Póki sankcje nie uderzyły w spółkę Millera, może ona próbować odwrócić ów trend.

Będzie ich tylko więcej. Tymczasem Miller jak zaczarowany powtarza zaklęcia o zwrocie Gazpromu do Chin, który został już wielokrotnie na naszych łamach rozbrojony. Zapowiada, że w krótkim czasie Gazprom może zwiększyć eksport surowca do Państwa Środka do 60 albo nawet 100 mld m3 rocznie. Tymczasem eksport do Chin nawet się nie rozpoczął. Uruchomienie wydobycia z pola Czajanda, które ma zapewnić surowiec dla pierwszych dostaw zostało przeniesione na 2020 rok. Gazociąg Siła Syberii nie jest nadal budowany, bo Chińczycy nie dostarczyli zapowiedzianych przedpłat za dostawy. Również ich poziom nie jest znany, bo w kontrakcie z CNPC jego maksymalny poziom wynosi 38 mld m3 rocznie ale według wyliczeń specjalistów niezależnych od Kremla początkowo wyniesie kilka mld m3 na rok i będzie powoli rósł, by dopiero w ostatniej fazie 30-letniego kontraktu osiągnąć maksymalny poziom. Rosjanie nie chcą także pamiętać, że początkowo negocjowali dostawy w ilości 68 mld m3, ale Chińczycy nie byli zainteresowani, mając w dyspozycji alternatywny wolumen z Turkmenistanu. Rosjanie nie wspominają również o cenie $350/1000 m3 z kontraktu chińskiego, która nie pozwoli im na zwrot inwestycji.

Dlatego na froncie wschodnim bez zmian – tylko na płaszczyźnie propagandowej. W rzeczywistości nowe realia oraz wojna nad Dnieprem spadają na barki węglowodorowych oligarchów na Kremlu, którzy swoimi stratami żyrują politykę mocarstwową prezydenta Władimira Putina. Powstaje zatem pytanie, czy będą żyrować w nieskończoność i czy stać ich na odrzucenie awanturniczego przywódcy? Jeżeli spojrzeć na huczne obchody sześćdziesiątych drugich urodzin prezydenta z 7 października 2014 roku w Groznem, należy ocenić, że jeśli reżimu nie obalą oligarchowie, to nie zrobi tego nikt. Lud kocha Wielkiego Brata.