Mielczarski: OZE nie pokonają praw fizyki. Zostaje nam węgiel

2 kwietnia 2019, 11:45 Energetyka
Mielczarski 2
Władysław Mielczarski / fot. BiznesAlert.pl

Prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej podkreślił, że to co warunkuje bezpieczeństwo energetyczne to warunki fizyki. – Akceptowalne okresy braku dostaw przy gazie, to kilka godzin, przy paliwach płynnych – kilka dni, energii cieplnej kilka godzin, ale w przypadku energii elektrycznej to zaledwie kilkanaście sekund. Przy blackoucie pojawia się chaos – podkreślił prof. Mielczarski podczas konferencji bezpieczeństwo energetyczne – filary i perspektywy rozwoju”.

Podkreślił, że energetyka polska będzie potrzebowała dużych ilości gazu, aby zastąpić węgiel, jednak nie ma tak dużego potencjału wydobywczego, a jednocześnie to paliwo jest drogie. — Potrzebowalibyśmy ok. 16,5 mld m sześc., jeśli chcielibyśmy zastąpić węgiel w elektrociepłowniach, a do tego dochodzi 10 mld w mieszkalnictwie. Dyspozyjność i ciągłość są w stanie zapewnić atom, węgiel i gaz. Atomu nie mamy, gazu nie mamy tyle, aby zastąpi węgiel, więc zostaje nam właśnie węgiel. Sterowalne są zaś wszystkie źródła w tym odnawialne. Jednak nie jest to źródło dyspozycyjne. Takie są prawa fizyki – podkreślił.

– Bilans mocy musi składać się ze źródeł dyspozycyjnych, ale przy bilansie energii to prawo UE daje pierwszeństwo Odnawialnym Źródłom Energii (OZE) w systemie. To oznacza, że źródła które dają bezpieczeństwo, nie pracują cały rok, a zainwestowanych środków nie da się odzyskać, bo w systemie pracują z przerwami OZE. To rodzi podwójne subsydiowanie. Aby utrzymać bezpieczeństwo, dyspozycyjność dostępu do energii, energetykę konwencjonalną musimy subsydiować. I tak się stało w Polsce. UE zgodziła się na subsydiowanie elektrowni węglowych w Polsce poprzez rynek mocy na 10 lat, co kosztuje 40 mld zł. Jednocześnie wspieramy budowę drogich wciąż OZE. Popadamy więc w podwójne subsydiowanie – podkreślił.

Dodał, że Niemcy rozwiązały wyzwanie dekarbonizacji przenosząc koszty transformacji na obywatela, zwalniając z nich wielki przemysł. W Polsce zaś, gdzie obywatele są trzy razy biedniejsi od Niemców te koszty spadłyby na nich. Zdaniem naukowca wiatraki, nawet te pracujące więcej w ciągu roku, w tym te na Morzu Bałtyckim, nie rozwiążą problemu, bo nie są dyspozycyjne. – Nie można nakazać elektrowni wiatrowej produkcji, bo nie da się nakazać, aby wiało. To kolejna bariera fizyki – podkreślił.

Dodał, że większość mocy wytwórczych w Polsce powstała przed 1989 rokiem. – Teraz przychodzi czas zastąpienia około dziesięciu bloków konwencjonalnych. Czym można je zastąpić? Atom? Kto i ile za to zapłaci? Gaz? Ale skąd go wziąć? – pytał.

Pytany o magazyny energii podkreślił, że nie można magazynować energii elektrycznej, bo elektrony charakteryzują się ruchem. – To, co robimy, to działanie pośrednie. Magazyny w naszym posiadaniu pozwolą nam osiągnąć zapotrzebowanie na poziomie 2-3 godzin. Prawa fizyki mówią wprost: energii elektrycznej nie da się magazynować trwale – zakończył prof. Mielczarski.