Kawnik: Spokojnie w energetyce nie będzie (ROZMOWA)

18 listopada 2020, 07:30 Energetyka
Mariusz Kawnik
Mariusz Kawnik. Grafika: Gabriela Cydejko

– Nasz region będzie areną ogromnych inwestycji w sektorze energetycznym, o które spierać będą się firmy z różnych regionów świata. Spokojnie zatem nie będzie – ocenia Mariusz Kawnik, prezes Central European Energy Partners, w rozmowie z BiznesAlert.pl.

BiznesAlert.pl: Jak współpraca Europy Środkowo Wschodniej przekłada się obecnie na dywersyfikację dostaw energii i węglowodorów.

Mariusz Kawnik: Zacząć należałoby od zwrócenia uwagi, że Europa Środkowo – Wschodnia, wydaje się obecnie najbezpieczniejsza pod względem energetycznym od czasu akcesji państw z tego regionu do Unii Europejskiej. Nie znaczy to jednak ani, że EŚW jest już całkowicie bezpieczna, ani że pozostanie taka w przyszłości. Przypomnijmy jednak co właściwie stanowiło zagrożenie dla naszego regionu w ostatnich dekadach patrząc przez pryzmat bezpieczeństwa energetycznego. Była to „zależność”, a dokładnie zależność od jednego źródła, jednego dostawcy, jednej technologii.

Zależność od importu gazu czy ropy od jednego dostawcy rodziła za sobą ryzyko, wywierania na kraje Europy Środkowo-Wschodniej (EŚW) presji – rynkowej, ekonomicznej, wreszcie politycznej. Czy dzisiaj taka presja jest nadal wywierana? Wydaje się, że ani nie w takim stopniu, ani nie z taką skutecznością jak jeszcze 10 lat temu. Zatem warto zapytać dlaczego? Powody są dwa: po pierwsze: ogromny wysiłek jaki każde z państw EŚW, na różnych płaszczyznach, włożyło w dywersyfikację dostaw ropy i gazu, a po drugie umiejętność znalezienia sposobów i formuł współpracy między tymi państwami, które zwiększały bezpieczeństwo energetyczne w skali całego regionu.

Mamy wiele przykładów na to jak państwa EŚW samodzielnie próbowały poradzić sobie z zależnością energetyczną. Najbliższy nam to oczywiście terminal LNG w Świnoujściu, wybudowany w dużej mierze dzięki wsparciu finansowemu UE. Jego uruchomienie radykalnie zwiększyło poziom dywersyfikacji dostaw gazu do Polski. Terminal wykorzystywany jest na maksymalnym poziomie (warto przypomnieć – najwyższym w Unii Europejskiej) i pozwala importować gaz z każdego kierunku na świecie. Ale zwróćmy uwagę na jeszcze jeden aspekt. W ciągu pięciu ostatnich lat zużycie gazu w Polsce wzrosło o 5 mld m sześc., do blisko 20 mld m sześc. rocznie. Gdyby nie terminal w Świnoujściu i uruchomione wcześniej połączenia transgraniczne z Niemcami, wzrost ten musielibyśmy, bo nie byłoby innego wyjścia, pokryć z innego kierunku – wschodniego.  Budowa nowej infrastruktury dała polskim firmom swobodę wyboru dostawcy, z której bardzo efektywnie korzystają. Polska nie osiągnęła wprawdzie jeszcze pełnej dywersyfikacji – pozostanie ona częściowa do czasu uruchomienia gazociągu Baltic Pipe – ale już widać, że Polska nie jest zależna od jednego dostawcy. Takie samo zjawisko obserwowaliśmy w sektorze ropy naftowej, dzięki uruchomieniu naftoportu i takie samo zjawisko ma miejsce w innych krajach np. w państwach bałtyckich, dzięki uruchomieniu terminala LNG w Litwie. Dywersyfikacja, poprzez budowę nowej infrastruktury, pozwala każdemu z państw Europy Środkowej i Wschodniej być niezależnym w swoich decyzjach, niwelując główne zagrożenie dla ich bezpieczeństwa energetycznego.

Ale z tej krótkiej analizy już wynika, że wszystkiego nie da się zrobić samodzielnie. Potrzebna jest współpraca regionalna. Interkonektora żadne z państw EŚW nie wybuduje samodzielnie. Interkonektor buduje się siłami co najmniej dwóch operatorów, a często i większej ich liczby. Przez lata mieliśmy z tym problem w naszym regionie. Pierwsze plany budowy połączenia elektroenergetycznego z Polski na Litwę narodziły się w latach dziewięćdziesiątych, a LITPOL Link uruchomiony został w 2015 roku. Podobnie sprawa ma się z połączeniami gazowymi w regionie. Planowanie zajęło dziesiątki lat, ale ich realna budowa zaczęła się dopiero w okresie ostatnich 5-6 lat. Skąd to przyspieszenie? Zidentyfikować można trzy główne powody, choć zapewne jest ich więcej.

Bezapelacyjnie najważniejsze są doświadczenia, jakie zbieramy spoglądając na kolegów z Europy Zachodniej. Nad Atlantykiem wspólnie buduje się głównie to co się opłaca. W ciągu ostatniej dekady w końcu zrozumieliśmy w Europie Środkowo – Wschodniej, że współpraca jest opłacalna. Na tempo budowy nowych połączeń w naszym regionie coraz mniejszy wpływ ma polityka, a właściwie zaszłości polityczne i historyczne, a coraz większy wpływ ma ekonomia i możliwość znalezienia nowych źródeł czerpania korzyści gospodarczych.

Następnie wskazałbym na stałego partnera wszelkich rozmów, które dotyczą współpracy regionalnej w energetyce. Partnera, który zwykle pozostaje w cieniu, ale bez którego żaden z tych projektów zapewne by nie powstał – Komisja Europejska. I nie chodzi tylko o to że Komisja Europejska dofinansowuje projekty dywersyfikacyjne. Chodzi także o to, że gabinet Komisarza ds. Energii stał się najbardziej neutralnym miejscem, gdzie ministrowie, operatorzy i inwestorzy mogą usiąść i wypracować rozwiązanie korzystne dla wszystkich stron, przy wsparciu ze strony Komisji Europejskiej.

Jest jeszcze jeden czynnik, który sprawił że dywersyfikacja nabrała tempa. Ten czynnik to nowe regulacje UE dot. rynku energii, infrastruktury i finansowania, o które Pan Redaktor chce chyba zapytać w następnym punkcie. W tym miejscu warto natomiast podkreślić, że dywersyfikację osiąga się poprzez umiejętne skoordynowanie inwestycji we własną infrastrukturę ze współpracą regionalną z innymi państwami. Samodzielnie nie da się tego osiągnąć.

Jak regulacje unijne wpływają na tę współpracę?

No właśnie! Regulacje unijne, które często irytują nas swoim poziomem skomplikowania i szczegółowości, w rzeczywistości są jednym z najważniejszych czynników ułatwiających współpracę regionalną w obszarze dywersyfikacji.

Proszę sobie wyobrazić budowę dowolnego interkonektora bez Rozporządzenia UE ws. rynku energii elektrycznej czy gazu. Proszę wyobrazić sobie współpracę operatorów bez rozdziału właścicielskiego przewidzianego w Dyrektywach elektrycznej i gazowej z 2009 roku. Proszę wreszcie wyobrazić sobie próbę wypracowania metodologii podziału kosztów budowy nowej infrastruktury bez Rozporządzenia o transeuropejskich sieciach energetycznych. A wreszcie proszę wyobrazić sobie handel energią elektryczną i gazem na granicach wewnętrznych UE bez kodeksów sieciowych dot. przydziału przepustowości czy zarządzania ograniczeniami.

Jeszcze w 2007 roku duża część importu energii elektrycznej do Polski opierała się na długoterminowych kontraktach historycznych z firmami z Austrii i Szwajcarii, podobnych do tych w sektorze gazowym. Towarzyszyło temu blokowanie przepustowości transgranicznych, podobnie jak ma to jeszcze dzisiaj miejsce na niektórych gazowych połączeniach transgranicznych. Bez regulacji UE dla sektora energii, bez utworzenia ACER, bez współpracy w ENTSO-G i ENTSO-E nasze firmy energetyczne nadal zapewne handlowałyby na podstawie kontraktów długoterminowych, zaś decyzje co do ceny i warunków kontraktu zapadałyby w Ministerstwach. To dzięki regulacjom unijnym handel energią w Europie Środkowej odbywa się już prawie wyłącznie na zasadach rynkowych, a polskie spółki mogą kupić gaz na giełdzie w Niemczech i sprzedać go, nawet z dość sporym zyskiem, w Czechach.

Jakie perspektywy rodzi współpraca z USA, Chinami i innymi partnerami zagranicznymi?

Pan Redaktor stawia trudne pytania, na które ciężko znaleźć krótką odpowiedź. Ale spróbuję. Rynek globalny zapewnia Europie Środkowej i Wschodniej dostęp do każdej technologii i każdego surowca, w tym energetycznego, jakiego potrzebuje.

Do mediów przebijają się zwykle informacje o dużych umowach, jak te dot. importu z USA gazu ziemnego, czy o wsparciu jakie USA oferują Polsce albo Bułgarii w zakresie energetyki jądrowej. Wydaje się, że gdy realizujemy projekty o kluczowym znaczeniu dla bezpieczeństwa energetycznego, któregokolwiek z państw regionu, dobrze jest współpracować raczej z naszymi sojusznikami niż z państwami, które widzą w nas jedynie rynek zbytu. Podstawą jak już wspomniałem jest i powinna być ekonomia, ale wymiana know – how, uczenie się jak zorganizować dozór jądrowy, czy np. zdobycie wiedzy i umiejętności dot. handlu LNG na rynku globalnym, najlepiej realizować w przyjaznym otoczeniu politycznym. A dla państw Europy Środkowej i Wschodniej tym otoczeniem jest wspólnota transatlantycka – w skład której wchodzą zarówno Stany Zjednoczone, jak i Państwa Unii Europejskiej.

Jeśli chodzi o Chiny, tu sprawa jest bardziej skomplikowana. Tradycyjnie można powiedzieć, że największe perspektywy współpracy mamy w zakresie importu tanich i szeroko dostępnych technologii, rozwiązań i produktów dla branży energetycznej z Azji, gdzie ich wytworzenie jest najtańsze. Tak pozostanie jeszcze zapewne przez wiele lat. Jest jednak szereg inicjatyw, które są podejmowane przez Chiny w skali globalnej, a które mogą okazać się ciekawymi pomysłami w perspektywie 15-30 lat, np. „globalne połączenie elektroenergetyczne”, pomysł rozwijany przez chińską organizację GEIDCO. Myślę że 25 lat temu PGNiG nie spodziewało się, że w 2020 roku do Polski przypłynie setna dostawa LNG. Podobnie, dzisiaj nie należy podejrzewać polskiego operatora sieci przesyłowej – Polskich Sieci Elektroenergetycznych o zainteresowanie choćby wstępnymi rozmowami np. z EDF nt. kosztu przesyłu energii elektrycznej z francuskich elektrowni jądrowych przez Polskę do Indii. Ale być może dzięki technologiom rozwijanym w Chinach, za 25 lat taka rozmowa będzie musiała zaistnieć. Nie ma bowiem żadnego powodu aby zamykać się na pomysły pojawiające się w Azji, która jest i pozostanie miejscem centrum kształtowania się globalnych trendów energetycznych. Pamiętać należy jednak, aby współpraca z Chinami oparta była ściśle na zasadach rynkowych, tak aby przez przypadek nie zastąpić zależności od jednego dostawcy, zależnością od innego.

Co do innych państw, nie wiem o które Pan Redaktor chciałby zapytać, ale z regionalnego punktu widzenia, dla Europy Środkowej i Wschodniej najważniejsza pozostanie współpraca z Białorusią, Ukrainą i Rosją. I nie brak tu bynajmniej wyzwań. Jestem przekonany, że w 2021 roku będziemy śledzić bardzo uważnie rozwój sytuacji w obszarze ropy, gazu i energii elektrycznej na Białorusi. Współpraca nie jest łatwa, co pokazały kryzys naftowy z 2019 roku, oraz rozwijający się spór wokół elektrowni w Ostrowcu. Ciągłe napięcie wywoływane przez negocjacje rosyjsko – białoruskie co do ceny gazu ziemnego zapewne też pomocne nie będzie. W 2022 r. z kolei będziemy z napięciem śledzić informacje prasowe PGNiG i Gaz -System ws. zastąpienia importu gazu z Rosji importem z Norwegii przez Danię za pośrednictwem gazociągu Baltic Pipe. W międzyczasie wszystkie państwa regionu będą obserwowały uważnie zmiany zachodzące w rosyjskiej polityce energetycznej i w polityce handlowej Gazprom. Trzeba przyznać, że w najbliższych latach analizowanie zmian wdrażanych przez Rosję w obszarze gospodarki wodorowej może okazać się bardziej pasjonujące niż śledzenie poziomu zatłoczenia ukraińskich magazynów gazu.

Od lat wydawało się, że zdywersyfikowana i bezpieczna energetycznie Europa Środkowo – Wschodnia, będzie mogła wreszcie odetchnąć i skupić się na innych tematach niż energia. Ale chyba nie należy liczyć, że kolejna dekada będzie spokojniejsza od poprzedniej. Nasz region będzie areną ogromnych inwestycji w sektorze energetycznym, o które spierać będą się firmy z różnych regionów świata. Spokojnie zatem nie będzie.

Co może zagrozić rozwojowi współpracy EŚW w energetyce?

Dziękuję Panu Redaktorowi za chociaż jedno łatwe pytanie. Odpowiedź jest prosta – nic.

Przed nami bardzo ciężkie zadania jak ukończenie budowy połączeń gazowych z Polski do Danii, na Słowację i Litwę, drugiego połączenia elektroenergetycznego z Polski na Litwę, budowa farm wiatrowych na Bałtyku, Morzu Czarnym i zapewne Adriatyku, pogłębienie integracji Południowo – Wschodniej Europy z resztą UE. Ale nic tym procesom nie zagraża. Będą się one toczyły swoim tempem i nie mam wątpliwości, że zakończą się sukcesem.

Jeśli Pan Redaktor zapyta mnie o problemy, których należy oczekiwać w naszych relacjach w regionie – tu na pewno katalog będzie szerszy. Wrócę po raz trzeci do tego o czym już wspomniałem – ekonomia sama się obroni. Współpraca regionalna się opłaca. To co może stanowić problem to kiedy polityka bierze górę. Kiedy realizowane są projekty, których głównym motorem jest polityka, takie jak Nord Stream 2. Gdy w Brukseli pojawiają się raporty „niezależnych think tanków”, że poziom emisji metanu przy produkcji gazu w Ameryce Północnej jest kilkukrotnie wyższy niż w Rosji czy Algierii. Kiedy wreszcie operatorzy nie mogą uwolnić zdolności transgranicznych na interkonektorach gazowych, bo nie pozwalają na to kontrakty historyczne z głównymi dostawcami – wtedy współpraca EŚW w energetyce jest zagrożona, bo polityka zaczyna odgrywać ważniejszą rolę niż ekonomia.

Jakie jest znaczenie europejskiego zielonego ładu dla tej współpracy?

Tego chyba jeszcze nie umiemy zdiagnozować. Najbliższy rok – dwa to będzie test dla współpracy w regionie w odniesieniu do procesu negocjacji aktów prawnych, jakie opublikuje Komisja Europejska. Czy znajdziemy wspólne koalicje w Europie Środkowej i Wschodniej podczas negocjacji przepisów dot. taksonomii, które mogą uniemożliwić wszystkim państwom regionu ograniczenie emisji gazów cieplarnianych poprzez wykorzystanie gazu, jako paliwa przejściowego w procesie transformacji energetycznej, a także utrudnić branży gazowej inwestycje w nowe technologie? Czy uda nam się wspólnie wypracować stanowisko do nowego rozporządzenia o transeuropejskich sieciach energetycznych, tak abyśmy nasz potencjał w obszarze nowych sposobów wytwarzania energii rozwijać wspólnie w oparciu o już istniejące zasoby jak infrastruktura gazowa, a nie konkurować ze sobą? Czy wreszcie nie pokłócimy się (zbyt mocno) o podział europejskich funduszy na transformację energetyczną. Zapewne współpraca regionalna w takich warunkach będzie dużym wyzwaniem.

Ale kiedy przepisy zostaną uzgodnione i wejdą w życie, wtedy będzie trzeba znaleźć nowe sposoby współpracy, aby transformacja energetyczna naszego regionu odbyła się w sprawiedliwy i zrównoważony sposób. Potencjalnych pól współpracy jest wiele. Na Bałtyku powstaną zapewne dziesiątki nowych farm wiatrowych, które w jakiś sposób będzie trzeba połączyć z systemami energetycznymi Polski, Niemiec, Danii, Szwecji, Finlandii i Państw Bałtyckich. Na Morzu Czarnym podobne wyzwanie stanie przed Bułgarią, Rumunią, Turcją i Ukrainą. Państwa EŚW będą wygaszać przemysł węglowy – warto to zrobić w przemyślany i skoordynowany sposób. Będziemy budować całkiem nowe gałęzie gospodarki – budowa fabryki ogniw wodorowych w Polsce, będzie miała wpływ na kształt tego segmentu rynku w Czechach i na Węgrzech, zaś rozpoczęcie magazynowania wodoru w Łotwie, z pewnością będzie miało wpływ na to co w tym sektorze wydarzy się w Litwie czy Estonii.

Często, w przeszłości nowe kierunki polityki energetyczno – klimatycznej jakie uzgadniano w Brukseli wzbudzały strach i obawy w Europie Środkowej i Wschodniej. Ten czas chyba już jednak minął. Europejski Zielony Ład to szansa aby skorzystać z ogromnych środków unijnego budżetu i przeprowadzić wreszcie, od dawna odkładaną transformację sektora energetycznego w regionie Potrzeba tej transformacji wynika nie tylko z konieczności przeciwdziałania zmianom klimatycznym. Wynika ona także z faktu, że nasza gospodarka potrzebuje nieprzerwanych dostaw energii, a technologie i infrastruktura z której korzystaliśmy do tej pory stały się zupełnie nieefektywne ekonomicznie. Dobrze zatem, że tej transformacji nie będziemy dokonywać sami, ale we współpracy z innymi krajami Unii Europejskiej i przy wsparciu środków europejskich. Gdybyśmy musieli to robić samodzielnie, byłoby to trudniejsze, a być może niemożliwe.

Rozmawiał Wojciech Jakóbik