RAPORT: Czy Łukaszenka woli walczyć z opozycją niż kupować ropę z Zachodu?

15 sierpnia 2020, 07:31 Bezpieczeństwo
Raport BiznesAlert
Raport BiznesAlert.pl

Światem wstrząsnęły zdjęcia białoruskiej milicji brutalnie tłumiącej protesty zwolenników demokratycznej opozycji po najprawdopodobniej sfałszowanych wyborach prezydenckich. Wydawało się, że reżim Aleksandra Łukaszenki wraz z nieśmiałą dywersyfikacją importu ropy będzie się stopniowo otwierał na Zachód. Teraz ten sam Zachód najpewniej nałoży sankcje na Mińsk.

Tło polityczne

Dziennikarz BiznesAlert.pl Mariusz Marszałkowski opisywał warunki, w jakich odbyły się niedawne wybory prezydenckie na Białorusi: – Społeczeństwo białoruskie jest coraz bardziej zmęczone 26-letnimi rządami Aleksandra Łukaszenki. Trudną sytuację pogłębia kryzys związany z epidemią SARS-Cov-2, jak i problemy gospodarcze Białorusi, które nawarstwiają się od wielu lat. Łukaszence coraz trudniej utrzymać stabilność systemu, na którym oparta jest jego władza. Żadnych wcześniejszych wyborów prezydenckich w tym państwie nie można uznać za wolne i demokratyczne. Sam proces wyborczy znacznie odbiegał od standardów,  które zwykle przyjmuje się na zachodzie. Tegoroczna kampania wyborcza cechuje się jednak znacznie większym natężeniem ingerencji władzy, niż wybory z lat poprzednich – pisał Mariusz Marszałkowski.

Marszałkowski: Gorący sierpień na Białorusi. Czy nastąpi przesilenie?

– Łukaszenka mając świadomość swojego trudnego położenia, odnosił się w swoich komentarzach do wpływu zewnętrznego „z zachodu i wschodu” na białoruską kampanię wyborczą (nie precyzując, kto dokładnie taki wpływ miałby wywierać). Regularnie straszył i zapewniał o niedopuszczeniu do „Mińskiego majdanu”, nawiązując do wydarzeń mających miejsce w Kijowie w 2004 i 2013 roku. Poza retoryką, odbywał szereg spotkań z przedstawicielami struktur siłowych MSW, MON i KGB, a także odwiedzał elitarne jednostki wojskowe, które podczas jego wizytacji „całkiem przypadkowo” były w trakcie ćwiczeń polegających na pacyfikacji ulicznych zamieszek. W białoruskim internecie można było też zauważyć doniesienia o mobilizacji garnizonów wojskowych w głównych aglomeracjach miejskich, m.in. w Mińsku czy Witebsku. Ostatnia sytuacja z zatrzymaniem 32 domniemanych członków Grupy Wagnera, czyli rosyjskiej prywatnej firmy wojskowej też rodzi wątpliwości. Rosyjskie źródła informują, że najemnicy Ci oczekiwali w sanatorium pod Mińskiem na transfer do Sudanu. Inne źródła, tym razem białoruskie, informują, że samo sanatorium należy do związków zawodowych, których prezesem jest jednocześnie szef kampanii wyborczej… Aleksandra Łukaszenki. Władza zareagowała natychmiastowo zaostrzając zasady bezpieczeństwa oraz konieczność rejestracji uczestników wieców poparcia dla kandydatów opozycji w MSW. Istnieje prawdopodobieństwo, że sprawa Wagnerowców będzie rozwojowa, i może w rezultacie doprowadzić do znacznie bardziej radykalnych środków podjętych przez władze – pisał.

Marszałkowski: Armia bez metki, czyli kilka słów o rosyjskiej Grupie Wagnera

Rosjanie odcinają się

Wątek handlu ropą był wyraźny po W poniedziałek dowiedzieliśmy się, że część z 33 Rosjan zatrzymanych na Białorusi przed wyborami operowała tam pod przykrywką pracy w Rosniefcie. Spółka Igora Sieczina odrzuca to oskarżenie. 29 lipca doszło do zatrzymania 33 Rosjan na Białorusi, którzy według rosyjskiej agencji PRIME, są podejrzani o udział w prywatnej jednostce wojskowej w celu przygotowania prowokacji przed wyborami prezydenckimi, które odbyły się dziewiątego sierpnia. Prokuratura białoruska odrzuca taką interpretację. Rosnieft przekonuje zaś, że wieści Komsomolskiej Prawdy o zaangażowaniu Rosnieftu w przygotowanie przykrywki dla bojowników rosyjskich to działania konkurencji, która „nie jest gotowa na rywalizację rynkową”, więc przekazuje nieprawdziwe informacje mediom. – Wszelkie odniesienia do Rosnieftu, jego spółek zależnych i pracowników związane z tymi wydarzeniami są fikcją i prowokacją – głosi komunikat spółki.

Rosnieft dementuje informacje o zamieszaniu w akcję służb przed wyborami na Białorusi

We wtorek z kolei Biełnaftachim poinformował, że druga dostawa ropy z USA dotarła do naftoportu w Kłajpedzie, skąd trafi na Białoruś. Tymczasem w całym kraju trwają protesty po sfałszowanych wyborach prezydenckich wygranych przez Alaksandra Łukaszenkę. Ropa dostarczona do Kłajpedy to mieszanka White Eagle Blend o wolumenie 76 tysięcy ton. Trafi stamtąd do Rafinerii Naftan w Nowopołocku drogą kolejową. Pierwsze wagony miały dotrzeć między dwunastym a trzynastym sierpnia. Cały ładunek zostanie przetransportowany do końca sierpnia. Wspomniana mieszanka powstała specjalnie na potrzeby rynku białoruskiego jako analog rosyjskiej Urals. Została dostarczona dzięki współpracy amerykańskiej Getka i polskiego Unimotu.

Druga dostawa ropy z USA dociera na Białoruś w obliczu protestów w całym kraju

Czy będą sankcje USA?

Stany Zjednoczone nie są obojętne wobec wydarzeń na Białorusi. Radio Wolna Europa zapytała amerykańskiego sekretarza stanu Mike’a Pompeo o przyszłość dostaw ropy z USA na Białoruś oraz obecności ambasadora amerykańskiego w Mińsku. – Będziemy musieli sobie z tym poradzić. Byliśmy niezwykle zakłopotani wyborami i głęboko rozczarowani, że nie były bardziej wolne i sprawiedliwe. Widzieliśmy takie zachowanie w przeszłości i żałujemy, że w ten sposób się to kończy. Potem oglądaliśmy sceny przemocy i rozprawę władz, protestujących pokojowo traktowanych w sposób niezgodny z tym, jak powinni być traktowani.

USA rozważą z Unią sankcje wobec Białorusi, w tym blokadę dostaw ropy. Nie ma decyzji

– Nie ustaliliśmy jeszcze jaka będzie właściwa odpowiedź, ale mogę zapewnić, że będziemy pracować z naszymi przyjaciółmi w Europie, naszymi przyjaciółmi wielbiącymi wolność, którzy są równie zaniepokojeni rozwojem wypadków. Chcemy znaleźć dobre rozwiązanie dla narodu białoruskiego i podejmiemy działanie zgodnie z tym założeniem – zapowiedział sekretarz stanu USA. Przyznał, że rozważane są sankcje zachodnie wobec Białorusi. – Wierzymy, że możemy coś zrobić nie tylko jako USA unilateralnie, ale wielostronnie w celu zapewnienia dobrego rezultatu z punktu widzenia narodu białoruskiego, czy będą to sankcje czy decyzje o dostawach produktów. Te sprawy nie są jeszcze rozstrzygnięte. Jesteśmy świeżo po wyborach i musimy zobaczyć jak sprawy się ułożą w bliskiej przyszłości – dodał.

Jaka jest białoruska opozycja?

Dobrym podsumowaniem powyższego raportu może być obszerny komentarz Marka Menkiszaka, eksperta Ośrodka Studiów Wschodnich. – Dzisiejsi oponenci Łukaszenki mają zróżnicowane i nie zawsze sprecyzowane poglądy. To co ich łączy to przekonanie, że obecny system polityczno-gospodarczy Białorusi jest anachroniczny, nie zaspokaja potrzeb społecznych i nie gwarantuje ochrony niepodległości państwa. Stąd postulat reform. Przede wszystkim jednak białoruskie społeczeństwo powinno odzyskać realną szansę decydowania o swoim losie i o swoich przywódcach poprzez wolne, demokratyczne wybory. Tylko taka sytuacja spowoduje, że uzna ono państwo białoruskie w pełni za swoje i będzie bronić jego niepodległości – pisał Marek Menkiszak.

Menkiszak: Nędza „realizmu” wobec Białorusi

– Władze Białorusi, ktokolwiek nimi będzie, powinni liczyć na wsparcie Polski i innych państw zachodnich wtedy i tylko wtedy, gdy będą gotowe prowadzić politykę realnie umacniającą niepodległość Białorusi. A to co może ją wzmocnić to rozważna reforma gospodarcza i polityczna, otwieranie się na realną współpracę polityczną i gospodarczą z UE i USA, stopniowe przyjmowanie europejskich standardów gospodarczych i politycznych. Dlatego polityka Polski i całej wspólnoty zachodniej wobec Białorusi nie powinna polegać na wspieraniu ludzi ale ich konkretnych decyzji. Na tym polega prawdziwy realizm – stwierdził ekspert.