Marszałkowski: Łukaszenki taniec z dywersyfikacją

17 czerwca 2020, 07:30 Energetyka
Aleksandr Łukaszenka fot Sergiej Grits
Aleksandr Łukaszenka fot Sergiej Grits

Białoruś jest państwem silnie uzależnionym od surowców energetycznych z Rosji. Są one potrzebne do utrzymania energochłonnej gospodarki, ale także pozyskania dewiz z przerobu ropy naftowej, które są niezbędne do jego funkcjonowania. Dywersyfikacja w sektorze naftowym jest potencjalnie możliwa, ale w gazie może być trudniejsza – pisze Mariusz Marszałkowski, redaktor BiznesAlert.pl.

Ropa

Białoruś była zmuszona od początku 2020 roku rozpocząć poszukiwania alternatyw względem rosyjskich źródeł surowców, poniekąd w wyniku coraz ostrzejszego kursu Rosji na integrację. Przerób ropy naftowej odpowiada za ponad 20 procent przychodów białoruskiego budżetu rocznie. Takie uzależnienie powoduje wyjątkową podatność państwa białoruskiego na wszelkie zawirowania polityczne w relacjach z Moskwą. Mińsk stara się pomimo trudności szukać alternatywnych dostaw ropy z różnych kierunków świata. Od stycznia do portu w Kłajpedzie i terminala naftowego nieopodal Odessy przybywały pojedyncze dostawy ropy z Azerbejdżanu, Norwegii, Arabii Saudyjskiej oraz Stanów Zjednoczonych. Coraz bardziej konkretne kroki są podejmowane w celu otwarcia możliwości importu ropy przez Naftoport w Gdańsku oraz rewers Ropociągu Przyjaźń. Pierwszego listopada 2020 roku ruszy budowa rurociągu Homel-Gorki, który pozwoli połączyć główną magistralę Ropociągu Przyjaźń z Ropociagiem Uniecza-Nowopołock, pozwalając na dostawy nierosyjskiej ropy przez system rurociągowy. Dotychczas rafineria w Nowopołocku mogła otrzymywać rurociągiem jedynie ropę z Rosji, nierosyjska ropa musiała być transportowana cysternami kolejowymi. Prace na polskim odcinku ropociągu Przyjaźń również mają rozpocząć się jeszcze w bieżącym roku.

Marszałkowski: Trzy szlaki naftowe uniezależnienia Białorusi od Rosji

Gaz

Białoruś jest jednym z największych importerów rosyjskiego błękitnego paliwa. Roczne zużycie gazu na Białorusi, kraju z populacją liczącą nieco ponad 9 mln wynosi, około 20 mld m sześc. Licząca 38 mln mieszkańców Polska zużywa około 17 mld m sześc gazu rocznie. Powszechnie znane są historie sporów gazowych pomiędzy Rosją a Ukrainą, które to w konsekwencji kilkukrotnie doprowadzały do wstrzymania dostaw gazu do innych klientów. Relacje białorusko-rosyjskie w sektorze gazowym również nie należą do najłatwiejszych i w ich ramach kilkukrotnie dochodziło już do sporów. Głównym czynnikiem determinującym je była cena dostaw. Z perspektywy konsumenta w Polsce, która przez wiele lat płaciła najwyższe ceny za gaz z Rosji istota tych sporów wydawać by się mogła niedorzeczna. Białoruś zawsze otrzymywała ceny za gaz rosyjski poniżej wartości rynkowej, znacznie odbiegające od tych, które dostawali odbiorcy w innych państwach europejskich. Kiedy średnia cena gazu sprzedawanego przez Gazprom wynosiła 204 dolary za tys m sześc., Białoruś płaciła za niego 127 dolarów. Taka sytuacja była korzystna dla Mińska, dopóki cena surowca na światowych rynkach była wysoka. Kiedy ceny gazu na rynkach europejskich spadły znacznie poniżej 100 dolarów za m sześc. w kręgach rządowych na Białorusi pojawiły się głosy, że Rosjanie powinni dostosować cenę do obecnie panujących warunków Aleksandr Łukaszenka ocenił w lutym, że sprawiedliwa cena błękitnego paliwa dostarczanego na Białoruś powinna wynosić 80-90 dolarów, jednak później i ona okazała się zbyt wysoka. Ostatecznie, zdaniem prezydenta Łukaszenki, powinna wynosić 40-50 dolarów. Taka cena jest jednak nie do zaakceptowania dla Moskwy.

Zbawienie czy przekleństwo?

Cena dostaw gazu rosyjskiego na Białoruś to przedmiot sporów. Umowy na dostawy gazu ustalane są na poziomie rządowym, w którym regulowane są zasady dostaw surowca oraz ich cena. W obecnym kontrakcie obowiązuję formuła cenowa zawarta w umowie międzyrządowej z 25 listopada 2011 roku. W jej treści ustalone są warunki i ceny dostaw surowca od 1 stycznia 2012 roku. W późniejszych latach była ona kilkukrotnie modyfikowana, ostatnio w marcu 2020 roku. Ceny dostaw gazu na Białoruś ustalane są według sztywnej metodologi. Koszt surowca oszacowany jest jako koszt gazu sprzedawanego odbiorcom w Jamalsko-Nienieckim Okręgu Autonomicznym. To zagłębie wydobywcze Gazpromu, ceny dla odbiorców na jego obszarze są najniższe w całej Federacji Rosyjskiej. Ta kwota jest powiększana o opłatę przesyłową, opłatę związaną z  przechowaniem gazu w magazynach oraz kosztem sprzedaży poniesionym przez Gazprom.

Koszt transportu został ustalony na 2,7 dolara za 100 km za tys m sześc., koszt magazynowania gazu to 6,2 dolara za tys. m sześc., koszt własny Gazpromu to 1 dolar za tys. m sześc. Wszystkie te wartości miały być co roku indeksowane do współczynnika inflacji. Zgodnie z tą metodologią, ceny gazu wynosiły 130-140 dolarów za tys. m sześciennych na granicy Rosji i Białorusi.

Historia

Białoruś powołując się w 2015 roku na członkostwo w Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej uznała, że ceny gazu oferowane jej przez Rosję są zbyt wysokie. Zażądała obniżki. Główną osią sporu była wysokość opłaty przesyłowej, która stanowi około 70 procent ostatecznej ceny surowca kupowanego przez Białoruś. Od pierwszego stycznia 2016 roku Mińsk jednostronnie zadecydował, że zmienia formułę cenową na korzystniejszą dla siebie, płacąc Gazpromowi 73 dolary za tys. m sześc gazu. Rosja odpowiedziała zmniejszeniem dostawy ropy do rafinerii białoruskich, wstrzymaniem kolejnej transzy kredytów, a także wprowadzeniem ograniczenia importu żywności z Białorusi. Spór zakończył się dopiero w kwietniu 2017 roku, kiedy Białoruś spłaciła ponad 720 mln dolarów długu, który narósł w wyniku rozbieżności między metodologiami płatniczymi. Rosjanie zgodzili się zwiększyć dostawy ropy do białoruskich rafinerii, przywrócić linie kredytową oraz znieść konieczność dostawy miliona ton produktów naftowych, i skierować je na inne rynki, bardziej atrakcyjne z perspektywy sprzedawcy.  Dodatkowo ceny gazu dla Białorusi zostały ustalone w wysokości 127 dolarów w 2018 roku oraz 127 dolarów w 2019 roku.

Nowy kryzys

31 grudnia 2019 roku został podpisany protokół do umowy na dostawy gazu na Białoruś do końca 2021 roku. Zawierał ustalenia, że cena surowca dla Białorusi pozostanie na dotychczasowym poziomie (127 dolarów tys. m sześc) do końca lutego. Po lutowych rozmowach Putina i Łukaszenki w Soczi doszło do ustalenia, że cena gazu dla Białorusi pozostanie do końca 2020 roku na poziomie z 2019 roku, chociaż Gazprom naciskał na podwyżkę do 156 dolarów za tys. m sześc. Nikt nie przewidział wówczas, że za nieco ponad miesiąc w Europie rozpocznie się pandemia koronawirusa, która wywróci rynek do góry nogami, również energetyczny. Pod koniec lutego ceny gazu na międzynarodowych rynkach zaczęły spadać. Spadki pogłębiły się w pierwszych tygodniach marca, aby upaść do historycznych minimów w kwietniu. Okazało się, że ceny surowca notowane na giełdach w Europie Zachodniej są niższe, niż ceny gazu oferowanego przez Gazprom w niektórych podmiotach Federacji Rosyjskiej 

Białorusini  oczekują, że ceny surowca będą uzależnione od notowań na jednej z giełd w Europie Zachodniej. W liście przesłanym przez ministerstwo energetyki Białorusi do Gazpromu na początku czerwca znalazło się stwierdzenie, że Białoruś jest w stanie zaakceptować formułę mieszaną, w której część gazu będzie nabywać bezpośrednio z petersburskiej giełdy towarowej SPIMEX. Według Białorusinów najbardziej sprawiedliwa będzie cena ustalana rynkowo. Trudno jednak traktować te argumenty poważnie, ponieważ przez ponad 20 lat Białoruś cieszyła się niskimi cenami gazu, które z regulacją rynkową nie miały nic wspólnego.

Drugą osią sporu jest koszt transportu gazu, który obecnie przekracza trzy dolary za tys. m sześc za 100 km. Wynika to z faktu indeksacji kwoty bazowej ustalonej w 2011 roku o wskaźnik inflacji. Biorą pod uwagę, że uśredniona odległość pomiędzy Jamalsko-Nienieckim Okręgiem Autonomicznym a Białorusią to 3262 km, koszty transportu są znaczne.

Białoruś zawarła nieformalny sojusz z innym członkiem Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej, czyli Armenią, która również walczy z Gazpromem o niższe ceny gazu na własne potrzeby. Oba państwa oczekują, że ceny transportu gazu do nich zostaną zrównane z cenami krajowego przesyłu gazu wewnątrz Rosji. Koszt transportu tysiąca metrów sześciennych gazu pomiędzy rosyjskimi regionami oscyluję wokół dolara. W odpowiedzi Rosja domaga się integracji podatkowej i politycznej, która nie jest akceptowalna przez Erywań ani Mińsk.

29 maja prezes Gazpromu Aleksiej Miller poinformował, że Białoruś jest winna 165,57 mln dolarów za gaz, który został już dostarczony. Dodał, że jego firma będzie gotowa rozpocząć negocjacje na temat warunków nowego kontraktu mającego obowiązywać  w 2021 roku dopiero po uregulowaniu należności przez Mińsk. Jednocześnie w rosyjskich mediach, zaczęły pojawiać się przecieki jakoby Gazprom planował wstrzymanie dostawy błękitnego paliwa od 1 lipca, jeżeli dług nie zostanie spłacony. Ministerstwo energetyki Białorusi odpowiedziało, że Białoruś nie ma żadnych zobowiązań wobec Gazpromu. Według źródeł białoruskich, problem długu polega na formule kontraktowej gazu kupowanego od Gazprom Biełtransgazu od klientów końcowych. Białoruskie przedsiębiorstwo naftowo-gazowe Biełtopgaz kupuje gaz od białoruskiej spółko-córki Gazpromu płacąc jej dodatkową premie przesyłową w wysokości około 20 dolarów za tys m sześc. Białoruski koncern przestał wypłacać spółce-córce tę premie i uiszcza opłatę w cenie kontraktowej, to znaczy 127 dolarów za tys. m sześc..

Mińsk zareagował ripostą, że w ostatnim czasie (nie sprecyzował od kiedy) otrzymuje gaz z Rosji niespełniający norm kaloryczności. Pojawiły się oskarżenia, że Gazprom „rozcieńcza” gaz płynący na Białoruś. Został przywołany przykład zawodnienia gazu dostarczanego do Polski w 2017 roku. Trudno stwierdzić, czy rzeczywiście pojawił się taki problem. Do tej pory nikt o nim  nie wspominał. Można zatem uznać ten argument jako jeden z elementów gry Białorusi.

Wnioski

Czy Białoruś może liczyć na sukces w sporze z Gazpromem? Historia pokazuje, że każdy spór tego typu kończył się dotąd mniejszą bądź większą porażką Białorusi. Za każdym razem niósł ze sobą powolną utratę białoruskiej suwerenności w zamian za doraźny sukces w postaci niewielkiej obniżki cen surowca, otwarcia linii kredytowej czy sprzedaży uzbrojenia białoruskim siłom zbrojnym. Konflikt naftowy pokazał, że istnieje możliwość znalezienia alternatywy względem rosyjskiej ropy w razie konieczności, ale zatrzymanie dostaw gazu rosyjskiego na Białoruś może wywołać znacznie większy szok gospodarczy i społeczny w okresie trudnym dla Łukaszenki ze względu na sierpniowe wybory prezydenckie.

W odróżnieniu od nafty, infrastruktura gazowa na Białorusi należy do rosyjskiego Gazpromu, który zakupił ją w 2011 roku po kolejnym ustępstwie Mińska. Białoruś jest jedynym państwem tranzytowym, w którym Gazprom jest właścicielem systemu przesyłowego. Oznacza to, że w przypadku zaognienia kryzysu, Białoruś nie ma możliwości skorzystania z 7 tys km rurociągów znajdujących się na jej terytorium. Mińsk jest w trudnym położeniu, z którego mógłby wyjść tworząc nową infrastrukturę gazową. Nie ma jednak takich funduszy, a nieprzewidywalność władzy jest zbyt duża, aby liczyć na szersze wsparcie zagranicy. Dlatego w ostatnich dniach, prezydent Białorusi nawoływał do zwiększenia wykorzystania narodowych surowców w postaci torfu, drewna i biomasy. To jednak nie jest alternatywa wobec gazu rosyjskiego. Intrygujący jest fakt, że budowa elektrowni jądrowej w Ostrowcu oficjalnie motywowana była chęcią „dywersyfikacji” źródeł energii i przestawienia gospodarki opartej na gazie na opartą o tanią energię. Problem polega jednak na tym, że elektrownia ta jest kolejnym narzędziem uzależnienia państwa Łukaszenki od Rosji Putina.

 

Jakóbik: Czy Białoruś sprowadzi gaz rewersem Gazociągu Jamalskiego przez Polskę?