Perzyński: Smutasy nie uratują klimatu (FELIETON)

3 stycznia 2020, 07:31 Środowisko
Strajk klimatyczny. Źródło Flickr
Strajk klimatyczny. Źródło: Flickr

W czasie zimnej wojny ludzie bali się wojny nuklearnej, potem obawiali się kolejnych nieuleczalnych chorób, a po zamachach na World Trade Center grozę budził terroryzm. U progu lat 20. XXI wieku dobrym kandydatem na naczelne widmo są zmiany klimatu. Ruchy aktywistów klimatycznych w błyskawicznym tempie przybierają na sile, ale wraz z nimi pojawia się nowe zjawisko, nazywane przez psychologów depresją klimatyczną. Niestety może to zaszkodzić proekologicznym ruchom – pisze Michał Perzyński, redaktor BiznesAlert.pl.

Depresja klimatyczna

Globalne ocieplenie jest bardzo dobrze udokumentowanym naukowo faktem, a coraz bardziej realna wizja topniejących lodowców, pustynnienia i wymierania gatunków jest tak silna i uniwersalna, że nie tylko jest w stanie wyciągnąć tłumy młodych ludzi na ulice, ale niestety także przytłoczyć wielu z nich. Już w 2008 roku Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne przeprowadziło pierwsze badania, w których analizie poddany został sposób reagowania ludzi na zagrożenie zmianami klimatu. Raport stwierdzał, że nawet przy braku bezpośrednich skutków, strach przed zmianami klimatu może mieć wpływ na zdrowie psychiczne.

U boku ruchu Fridays for Future powstała też organizacja skupiająca psychologów i psychoterapeutów – Psychologists 4 Future. W oficjalnym stanowisku grupa ta stwierdza, że trwający obecnie kryzys klimatyczny jest także kryzysem psychologicznym, który objawia się nie tylko strachem przed skutkami zmian klimatu, ale przede wszystkim wypieraniem tego faktu ze świadomości, co według nich dotyczy przede wszystkim polityków.

Perzyński: Jeszcze nie ma co płakać nad porozumieniem paryskim

Cena protestów

Jednak problemem, który w największym stopniu dotyczy właśnie młodzieży są stany trwałego niepokoju związane z konsekwencjami globalnego ocieplenia. Temat ten nagłośnił brytyjski aktywista Finn Harries. Na Instagramie napisał on, że w związku z codziennymi przygnębiającymi informacjami na temat stanu środowiska bywał przytłoczony rozpaczą i depresją. Co pocieszające, reakcja internautów była pozytywna – w dużej mierze dziękowali mu za to wyznanie i podkreślali, że sami czują podobnie. Częstymi objawami w takich przypadkach jest apatia, smutek, poczucie bezsilności i braku sensu, a w konsekwencji nadużywanie alkoholu czy narkotyków, co tylko pogłębia stany depresyjne.

Co prawda depresja klimatyczna nie została jeszcze zdiagnozowana jako nowa jednostka chorobowa w najważniejszych klasyfikacjach zaburzeń psychicznych, czyli DSM-5 (tworzona przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne) i ICD-11 (tworzona przez Światową Organizację Zdrowia), ale sami psychologowie są podzieleni co do kwestii, czy powinno tak się stać. Z jednej strony pozwoliłoby to na przeprowadzenie badań, zebranie danych i opracowanie metod terapeutycznych, ale z drugiej strony patologizowałoby to strach przed zmianami klimatu i ułatwiłoby piętnowanie osób dotkniętych chorobą psychiczną, co w konsekwencji podważałoby siłę protestów i argumenty ich uczestników.

Perzyński: Amazonię podpaliła hipokryzja (FELIETON)

Zarządzanie strachem

Podczas Forum Ekonomicznego w Davos w 2017 roku twarz strajków młodzieżowych Greta Thunberg mówiła do zgromadzonych, że chce, by wpadli w panikę. Z jednej strony można to zrozumieć, ponieważ kiedy nikt się nie boi, nikt nie wychodzi na ulice. Jednak z drugiej strony strach jest uczuciem, z którym trzeba się obchodzić bardzo ostrożnie. Psychologowie zaznaczają, że przez to mają pełne ręce pracy. Chociaż lekarze zgadzają się, że strach i stres, jeśli nie są przytłaczające i zbyt silne, sprawiają, że pracujemy bardziej wydajnie i efektywnie, to kluczowe jest, jak sobie z nim radzimy. Eksperci podkreślają, że strach jest nieodłączną częścią ludzkiego życia i receptą na sukces jest umiejętność konfrontowania się z nim. Sposobów na terapię dla ludzi ogarniętych depresją klimatyczną jest niemało – terapeuci polecają na przykład czynności, które są kojące i uspokajające, a jednocześnie pożyteczne dla planety, chociażby hodowla pszczół.

Poza tym w Szwecji w 2017 roku przeprowadzony został pionierski projekt „Be Change”, który polegał na przeprowadzeniu grupowej terapii dla osób cierpiących na depresję wywołaną między innymi troską o klimat i burzy mózgów na temat tego co zrobić, by ograniczyć swoje obciążenie dla planety. Trwał on dziewięć miesięcy, jego uczestnikom udało się wspólnie ograniczyć własny ślad węglowy o 40 procent, i chociaż ciężko jednoznacznie ocenić psychologiczne efekty takiego procesu, to sami zainteresowani zadeklarowali, że kończąc go czuli się o wiele lepiej, niż kiedy go zaczynali.

Perzyński: Reforestracja, głupcze!

Mniej emocji, więcej wiedzy

To, czy depresja klimatyczna zostanie oficjalnie uznana za nową jednostkę chorobową (jak na przykład uzależnienie od telefonu czy gier) jest mniej ważne od tego, żeby zdać sobie sprawę z tego problemu i nauczyć się z nim radzić. Postulaty młodzieżowych strajków klimatycznych spotykają się ze zrozumieniem większości klasy politycznej, a nawet jeśli poddawane są one krytyce, to z reguły jest ona rzeczowa i wyważona. Taka równowaga ma kluczowe znaczenie dla efektywności tych protestów, ponieważ kiedy górę biorą emocje, aktywiści stają się obiektem kpin – przykładem jest organizacja Extinction Rebellion, która odwołuje się do radykalnych haseł, manifestuje je w kontrowersyjny sposób i głosi nierealne postulaty, jak choćby osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2025 roku. Efekt jest taki, że brytyjski think-tank Policy Exchange opisał XR jako „organizację ekstremistyczną”, która „dąży do obalenia liberalnej demokracji i rządów prawa”, a sami politycy Zielonych nazywają ją „ezoteryczną sektą”. Z taką reputacją trudno być traktowanym poważnie, nie wspominając o byciu skutecznym.

Być może zabrzmi to jak frustrujące wypociny coachów motywacyjnych, ale jest banalną i oczywistą prawdą, że aby coś osiągnąć, trzeba przede wszystkim wierzyć, że może się to udać. Życie bez stresu nie istnieje i trudno przejść obojętnie obok apokaliptycznych wizji skutków globalnego ocieplenia, ale nie ma nic gorszego, niż w tej sytuacji popadać marazm. W końcu, jak argumentował pewien szczeciński raper w numerze starszym od wielu uczestników młodzieżowych strajków klimatycznych, fruźki wolą optymistów.

Perzyński: Czy Exxon skończy jak niegdyś Philip Morris?