font_preload
PL / EN
Energetyka Energia elektryczna Gaz 5 czerwca, 2015 godz. 13:00   
REDAKCJA

Duch innowacji krąży po Europie. Czy dotarł do Polski?

Linie wysokiego napięcia

KOMENTARZ

Rafał Zasuń

WysokieNapiecie.pl

[email protected]: Nie jesteśmy jeszcze gotowi na zmiany zachodzące w sposobie funkcjonowania energetyki. Ale świadomość tego faktu to pierwszy krok do zmiany dotychczasowego sposobu myślenia.

Konferencja Energia21 „Innowacyjne przedsiębiorstwo energetyczne”, która odbyła się w  Poznaniu 26-27 maja zgromadziła nie tylko menedżerów  największych polskich spółek energetycznych.  Naukowcy z całej Europy, urzędnicy, ludzie związani mniej lub bardziej zawodowo z energetyką dyskutowali o tym jak zmieni się branża w ciągu najbliższych lat. Bo co do tego, że się zmieni, nikt nie miał wątpliwości.

Ogromne wsparcie oferowane przez państwa UE, USA czy Chiny dla odnawialnych źródeł energii wywołało burzliwy rozwój technologii wytwarzania prądu z wiatru i słońca.  Napędzane dotacjami i preferencjami wiatraki i panele zwiększały efektywność, zaś tradycyjne elektrownie węglowe i gazowe błyskawicznie traciły rynek, a co za tym idzie i wypadały też z łask inwestorów.

– Kapitalizacja rynkowa wielkich firm energetycznych na Zachodzie  spadła o 75 proc. – przypominał Jean Arnold Vinois z Instytutu Jacquesa  Delorsa, niegdyś odpowiadający za energetykę w Komisji Europejskiej. – Firmy energetyczne popełniły błędy i straciły akceptację opinii publicznej – ostrzegał Karsten Neuhoff z Niemieckiego Instytutu Badań nad Gospodarką (DIW).

Obecnie analitycy  w USA i UE wieszczą boom w odnawialnych źródłach energii. – Energetyka słoneczna to będzie nowy gaz łupkowy – mówił w marcu Bloombergowi Michael Blaha z firmy doradczej Wood Mackenzie.

Gdzie w tym wszystkim jest polska energetyka? Na pewno w specyficznym miejscu i prosta ekstrapolacja na nasz kraj tego co się dzieje na Zachodzie, nie bardzo ma sens.

W Niemczech np. mamy do czynienia z nadmiarem elektrowni na rynku. Tymczasem u nas dożywają swoich dni bloki węglowe wybudowane jeszcze w czasach Władysława Gomułki i Edwarda Gierka. Wkrótce trzeba będzie je zamknąć.

Na ich miejsce powstają nowe. Budowane za ok. 30 mld zł inwestycje w Kozienicach (Enea), Opolu i Turowie (PGE), Jaworznie i Stalowej Woli (Tauron), Włocławku (PKN Orlen). Będą  o wiele bardziej efektywne, wyemitują mniej CO2 i zużyją mniej węgla na megawatogodzinę wyprodukowanej energii.

Lepsze, wydajniejsze, bardziej przyjazne dla środowiska  bloki węglowe i gazowe to był dotychczas główny pomysł polskich energetyków na innowacyjność. Ale w Poznaniu czuć było świadomość, że to nie wystarcza.

– Nie jesteśmy gotowi na innowacje – przyznał  Paweł Orlof, wiceprezes Enei. Dodał, że zarówno spółki energetyczne, jak i uczelnie muszą dostosować się do systemu, w którym funkcjonuje „lejek innowacji”  i ich komercjalizacja.

Zmiany, które czekają energetykę dotyczą zarówno technologii, jak i relacji z klientami. Inne będzie funkcjonowanie samego przedsiębiorstwa energetycznego. Kiedyś jego zadaniem było „proste” dostarczenie prądu. – To się wyrażało nawet w języku. Nie było klienta, był odbiorca – mówił Dariusz Lubera, szef  Tauronu.

Dziś słowo „klient” odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Firmy energetyczne prześcigają się w ofertach. A ponieważ sam prąd jako towar jest mało atrakcyjny,  usiłują skusić go rozmaitymi dodatkami, od ubezpieczeń począwszy, a skończywszy na atrakcyjnych gadżetach.

– Innowacyjne przedsiębiorstwo energetyczne to takie, w którym najważniejszy będzie klient. Najwięcej dzieje się w obszarze kontaktów z klientem – mówił w Poznaniu Artur Stawiarski z polskiej spółki niemieckiego giganta RWE.

Peter Fox-Penner z amerykańskiej firmy konsultingowej The Brattle Group opisywał kompletnie nowy model biznesowy firm energetycznych. – Firma energetyczna będzie przede wszystkim platformą handlu różnymi usługami – zarządzaniem, optymalizacją i kontrolą zużycia energii, regulacją popytu, ładowaniem elektrycznych samochodów – roztaczał wizje amerykański konsultant.

Taka firma zamontuje nam np. panele fotowoltaiczne w domu, zadba o  systemy elektroniczne pozwalające zdalnie obsługiwać urządzenia energetyczne, doradzi czy opłaca nam się zainwestować w przydomowy magazyn energii (takie baterie zaoferowała niedawno amerykańska Tesla, choć daleko im do doskonałości).

Pytanie czy to wszystko na pewno jest nam potrzebne i czy nie będzie kosztowało zbyt wiele. ? ciąg dalszy na WysokieNapiecie.pl