Jakóbik: Kryterium najniższej ceny szkodzi energetyce

26 marca 2014, 11:27 Atom
Wojtek Jakóbik

KOMENTARZ

Wojciech Jakóbik

Redaktor naczelny BiznesAlert.pl

Giganci opinii na temat energetyki starli się. Andrzej Kublik z Gazety Wyborczej skrytykował Andrzeja Szczęśniaka za jego szacunki na temat możliwych cen amerykańskiego gazu skroplonego w Europie.

Według Szczęśniaka koszt wydobycia w USA ma wynosić około 200 dolarów, do czego według eksperta należy dodać koszty transportu w wysokości kolejnych 200 dolarów. Sumaryczna cena gazu z USA dla Europy ma zatem sięgnąć 400 dolarów. Według cytowanego eksperta taka cena nie będzie konkurencyjna wobec dostaw z Rosji. Kublik wskazuje z kolei, że „w poniedziałek na zamknięcie giełdy w Nowym Jorku 1000 m sześc. gazu kosztowało 151 dol. Przy tym gaz za Atlantykiem jest obecnie dość drogi ze względu na wyjątkowo ciężką w tym roku zimę w USA. Dwa lata temu podczas wyjątkowo ciepłej zimy giełdowa cena gazu w USA spadała nawet do 70-80 dol. za 1000 m sześc”. W zeszłym roku renomowana firma doradcza Deloitte szacowała, że to może dołożyć drugie tyle do ceny gazu na amerykańskim rynku wynoszącej wtedy około 105 dol. za 1000 m sześc. Deloitte oceniał przy tym, że eksport przestanie się opłacać, jeśli ceny gazu w USA będą o 120 dol. niższe niż w Europie. To znaczy, że obecnie taki eksport się opłaca, bo na europejskich giełdach 1000 m sześc. gazu kosztuje ponad 200 dol. drożej niż w USA – pisze dziennikarz Wyborczej.

Sam postaram się zapalić Bogu świeczkę, a diabłu kaganek. W ramach większej analizy, nad którą pracowałem na zlecenie jednej z instytucji państwowych (publikacja niebawem) dotarłem do danych Brookings Institute, który podaje, że średnia cena LNG w Azji wynosi obecnie $15/MMBtu a w Europie $11/MMBtu. A zatem Amerykanie których gaz na terenie kraju kosztuje $6/MMBtu dostaną od europejskich klientów cenę o jedną trzecią niższą, niż od Azjatów. Skąd jednak wynika ta różnica? Powodem jest wzrost zapotrzebowania na LNG w Japonii, która odeszła od atomu po katastrofie atomowej w Fukushimie. Kraj jest teraz zależny od dostaw surowca z zagranicy. Jak wskazuje Brookings, jest to jednak trend tymczasowy a Tokio już zapowiedziało, że zamierza wrócić, przynajmniej częściowo do atomu. Wtedy ciasny rynek LNG w Azji nabierze drugiego oddechu, a ceny spadną.

Niezależnie jednak od możliwości zmian, które sprawią, że rynek LNG w Europie będzie bardziej atrakcyjny dla Amerykanów, należy poszerzyć dyskusję na ten temat o elementy inne niż ceny. Kiedy rządy przyjmują kryterium najniższej ceny w kluczowych projektach, kończą się one aferami jak porażka chińskiego COVEC-u przy budowie autostrad w Polsce. Gdybyśmy mieli skupiać się na cenie w przetargach na uzbrojenie z pewnością taniej byłoby kupić ładny dwupłatowiec niż kolejny myśliwiec F-16.

To co skłaniałoby do wersji redaktora Kublika, to fakt, że polityka energetyczna państw zachodnich może wpływać na niewidzialną rękę rynku LNG. Amerykanie mogą przekonać swoich producentów gazu skroplonego do eksportu do Europy ustawami, jak proponowana przez Republikanów LNG for NATO Act, z kolei Europejczycy mogą chcieć zapłacić więcej za część importowanego surowca w celu uzyskania wolumenu interwencyjnego – o którym mówiłem wczoraj w TVN24BiŚ – czyli dodatkowego, elastycznego kontraktu na gaz skroplony, który byłby dźwignią nacisku w rozmowach na temat sztywnej, długofalowej umowy gazowej z Rosjanami.Sytuacja na Ukrainie jedynie zwiększa prawdopodobieństwo takiego ruchu, podobnie jak możliwość stworzenia wspólnej grupy zakupowej lub reanimacji tzw. Paktu Muszkieterów Piotra Naimskiego.

Abstrahując już całkowicie od opisywanego sporu, nawet pesymistyczne wyliczenia Andrzeja Szczęśniaka dają nadzieję krajom Europy Środkowo-Wschodniej, które często płacą za rosyjski gaz więcej, niż wspomniane przez eksperta $400/1000 m3 jakie według niego mogą zaoferować Amerykanie. Moim zdaniem dla terminali w Świnoujściu, Kłajpedzie i Odessie, taka oferta może być nadal atrakcyjna. W pierwszym rzędzie widziałbym tu Litwę, która realizuje 100 procent dostaw za pomocą gazu z Rosji. Jedna umowa na dostawy LNG mogłaby zastąpić umowę gazową z Gazpromem i to jest realne zagrożenie dla rosyjskich interesów w tym kraju.

Prawdziwym źródłem zmian będzie jednak dalsza, mozolna rozbudowa infrastruktury gazowej w Europie. Nowe terminale i interkonektory sprawią, że jeśli na rynku pojawi się atrakcyjna oferta – LNG, gaz łupkowy, gaz kaspijski – zainteresowane nią kraje będą mogły łatwo po nią sięgnąć. Wtedy gaz ziemny stanie się towarem zwykłego obrotu, a przestanie być potencjalną bronią polityczną.