Perzyński: Spór o Energiewende wyznaczy ramy nowej koalicji

13 października 2021, 07:35 Energetyka
Fot. commons.wikimedia.org. Grafika: Gabriela Cydejko.
Fot. commons.wikimedia.org. Grafika: Gabriela Cydejko.

Polityka klimatyczna i energetyczna może okazać się kością niezgody w rozmowach koalicyjnych między niemieckimi socjaldemokratami, zielonymi i liberałami. Jeśli wstępne negocjacje się powiodą, przedstawiciele partii będą mogli przystąpić do bardziej formalnych negocjacji koalicyjnych, aby wypracować porozumienie, które nada nowy kierunek niemieckiej Energiewende. Jednak pomiędzy potencjalnymi koalicjantami zostało jeszcze kilka punktów spornych – pisze Michał Perzyński, redaktor BiznesAlert.pl.

Rozmowy koalicyjne w Niemczech

Po wyborach do Bundestagu 26 września wszystkie główne partie jasno dały do ​​zrozumienia, że ​​kompleksowa reforma polityki klimatycznej Niemiec będzie musiała być w centrum uwagi następnego rządu, ale jeśli chodzi o konkretne decyzje i kierunki działań, pojawiają się istotne różnice. Zieloni prowadzili kampanię na rzecz zmian regulacyjnych, takich jak skrócenie terminu odejścia węgla od obecnie zakładanego, ustalenia daty zakończenia sprzedaży samochodów z silnikiem spalinowym lub ograniczenia prędkości na autostradach, ponadto chcą oni promować programy inwestycyjne na dużą skalę w celu pobudzenia technologii bardziej przyjaznych dla klimatu, nawet kosztem wyższych podatków. To bezpośrednio koliduje z kluczową obietnicą wyborczą liberałów z FDP, by nie podnosić podatków i ograniczać zadłużenie kraju. Jednocześnie FDP zdecydowanie sprzeciwia się zaporowym przepisom i zakazom stosowania konkretnych technologii, opowiadając się za podejściem rynkowym, skoncentrowanym na ustalaniu cen emisji dwutlenku węgla. Współprzewodniczący Zielonych Robert Habeck przyznał, że w tym zakresie jest to „zderzenie dwóch światów”. Tymczasem grający główne skrzypce w koalicji socjaldemokraci są sceptyczni, jeśli chodzi o wcześniejsze odejście od węgla lub podniesienie krajowej ceny dwutlenku węgla na paliwa transportowe i grzewcze. O tym, jak funkcjonuje niemiecki podatek od dwutlenku węgla pisaliśmy tutaj.

Fedorska: Podatek od emisji CO2 dzieli Niemców w kampanii wyborczej

Z drugiej strony niektórzy komentatorzy polityczni w Niemczech dostrzegają duży potencjał postępu Energiewende, jeśli chodzi o współpracę SPD, Zielonych i FDP; na łamach gazety Tagesspiegel Ralf Fücks, szef think tanku Centre for Liberal Modernity powiedział, że kluczowym przesłaniem „koalicji świateł drogowych” (od kolorów partii – czerwony SPD, żółty FDP i Zieloni – red.) powinno być to, że „ekologia i wolność, działania na rzecz klimatu i gospodarka rynkowa mogą iść w parze”.

Spór o cele klimatyczne

Po przełomowym orzeczeniu niemieckiego federalnego trybunału konstytucyjnego, o którym pisaliśmy tutaj, ustępujący rząd Wielkiej Koalicji CDU/CSU-SPD podniósł cel redukcji emisji CO2 do 2030 roku do 65 procent w stosunku do 1990 roku, i przesunął cel osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2045 roku. Jest jednak mało prawdopodobne, że nowy rząd jeszcze bardziej podniesie te cele, bo jest to postulat wyłącznie Zielonych. Tymczasem SPD trzymają się dotychczasowych ustaleń – Olaf Scholz powiedział, że cele te to „najbardziej ambitne, a jednocześnie osiągalne obecnie w kraju uprzemysłowionym”. Nie zgadzają się z tym Zieloni, którzy chcą podnieść cel redukcji emisji CO2 na 2030 rok do co najmniej do 70 procent w stosunku do 1990 roku i podkreślają, że Niemcy mogłyby osiągnąć neutralność klimatyczną już w 2040 roku. Liberałowie z kolei uważają, że Niemcy powinny osiągnąć neutralność klimatyczną do 2050 roku, ale nie wiadomo jeszcze jak skorzy będą do negocjacji w tej sprawie. Ekspert FDP w sprawie klimatu Lukas Köhler jednocześnie podkreślił, że państwowe cele klimatyczne powinny być dopasowane do ustaleń z raportów IPCC.

Spór o OZE

Eksperci za Odrą są zgodni, że sukces Energiewende zależy od dostępu do wystarczających dostaw energii odnawialnej. W przypadku Niemiec może ona pochodzić niemal wyłącznie ze źródeł wiatrowych i słonecznych. Wszystkie strony zgadzają się, że potrzebne jest masowe wprowadzenie odnawialnych źródeł energii, ale nie zgadzają się co do tego, jaki udział powinno mieć w tym państwo. SPD nie chce określać celów ekspansji OZE, ale zapowiada „dekadę zdecydowanej ekspansji źródeł odnawialnych” – chcą oni stu procent energii odnawialnej do 2040 roku i zniesienia dopłaty do OZE do 2025 roku i zamiast tego płacić wsparcie z budżetu federalnego, wykorzystując również wpływy z opłat od CO2. Kandydat SPD na kanclerza Olaf Scholz powiedział, że zamierza prawnie zdefiniować zapotrzebowanie na energię elektryczną 2045, aby następnie dostosować do tego cele rozwoju OZE. Tymczasem Zieloni chcą 100 procent energii odnawialnej do 2035 roku i ambitniejszych celów ekspansji – lądowa energetyka wiatrowa powinna według nich rozwijać się w tempie co najmniej 5-6 GW rocznie, a od połowy dekady wzrost ten powinien wynosić 7-8 GW rocznie, natomiast cel offshore dla Niemiec powinien wynosić 35 GW do 2035 roku. Zieloni postulują także, by fotowoltaika rozwijała się w tempie 10-12 GW rocznie, i 18-20 GW rocznie od połowy lat 20.; dość szerokim echem w debacie publicznej obił się ich postulat, by wykorzystać dwa procent powierzchni kraju do wytwarzania energii ze źródeł odnawialnych. Tymczasem liberałowie wzywają do tego, by ekspansję źródeł odnawialnych determinowała przede wszystkim sytuacja na rynku, a temu sprzyja wzrost cen CO2. Chcą oni również zakończyć dopłaty do OZE i sprzeciwiają się prawnie wiążącym celom ekspansji dla poszczególnych technologii.

Niemcy za 10-15 lat mogą korzystać już tylko z OZE

Spór o węgiel

Odejście Niemiec od węgla stało się przedmiotem gorącej debaty podczas kampanii wyborczej. Berlin zapowiedział odejście od węgla najpóźniej do 2038 roku, ale wielu analityków, polityków i aktywistów twierdzi, że kraj musi zrezygnować z najbardziej emisyjnych paliw kopalnych znacznie wcześniej, aby osiągnąć zakładane obecnie cięcia emisji. Tymczasem warunki rynkowe dla elektrowni węglowych pogorszyły się z powodu rosnących kosztów uprawnień do emisji CO2, które znacznie osłabiły ich rentowność. Prawie wszystkie główne partie w Niemczech zasygnalizowały teraz gotowość do odejścia od węgla na długo przed aktualnie obowiązującym terminem, ale nadal otwarta pozostaje kwestia, czy wcześniejsza data odejścia powinna być ustalona prawnie, czy w okolicy 2030 roku rynek sam nie doprowadzi do ostatecznego zamknięcia kopalni i elektrowni; jednocześnie wszyscy zgadzają się co do wsparcia dla regionów węglowych. Szef SPD Olaf Scholz powiedział, że popiera obecnie obowiązującą umowę o odejściu od węgla, ale w innych wypowiedziach sugerował, że wolałby, by kraj zrobił to wcześniej, jednak warunkiem wstępnym byłby tu odpowiedni rozwój odnawialnych źródeł energii. Po drugiej stroni są Zieloni, którzy chcą odejść od węgla do 2030 roku; podkreślają, że „planowana reforma ETS sprawi, że data wyjścia węgla w 2038 roku stanie się „przestarzała”. Podkreślają oni ponadto, że uzgodnione odejście węgla będzie „bardzo dobrze finansowane, z hojnym wsparciem dla regionów i pracowników”. Ciekawe jest tu stanowisko FDP – politycy tej partii przekonują, że ustalanie daty odejścia od węgla nie jest konieczne, ponieważ zadanie to wykona system EU ETS; wzywają oni jednak do stworzenia właściwych ram dla sektora energetycznego, aby zapewnić bezpieczeństwo dostaw w miarę odchodzenia węgla, natomiast wsparcie dla pracowników jest jedynym obszarem, w którym konieczne są regulacje państwowe.

Perzyński: Olaf Scholz – czerwony z wierzchu, czarny w środku?

Co dalej?

Kompromisy w wielu z tych spraw będą stanowić część większego pakietu negocjacyjnego. Jednak w niektórych spornych punktach strony mogą wybrać inne wyjście, odwołując się do decyzji na szczeblu UE. Kto wie, czy jedną z takich kwestii nie będzie Nord Stream 2, wokół którego w gronie koalicjantów panuje duża rozbieżność zdań. W ciągu ostatnich lat SPD cała się poznać jako zdecydowany zwolennik projektu i jego główny polityczny patron, z kolei liberałowie i Zieloni są mu przeciwni; ci pierwsi powtarzają w tej kwestii argumenty Polski o zagrożeniu dla rynku gazu i politycznym znaczeniu gazociągu dla Ukrainy; Zieloni do tego dodają jeszcze argument o związaniu Niemiec z paliwami kopalnymi na następne dekady.

Z pewnością panuje konsensus co do odejścia od energetyki jądrowej do końca 2022 roku, co w gruncie rzeczy jest ciekawe, ponieważ niespodziewanie zaczyna rosnąć akceptacja Niemców dla energetyki jądrowej; z sondażu przeprowadzonego na zlecenie Nuklearia e.V. i Związku Pracodawców Niemieckich wynika, że 47 procent popiera wykorzystanie atomu do wytwarzania energii elektrycznej, aby osiągnąć cele UE w zakresie ochrony klimatu. Nie chce tego 44 procent ankietowanych, 9 procent było niezdecydowanych. Można więc zadać pytanie, czy jeśli zwolenników atomu w Niemczech będzie z czasem przybywało, to czy niemiecka klasa polityczna zacznie myśleć o powrocie do tego źródła energii?

Perzyński: Światła drogowe czy Jamajka? Energiewende po wyborach