font_preload
PL / EN
Energetyka Energia elektryczna OZE 7 marca, 2018 godz. 7:30   

Maćkowiak-Pandera: Rynek mocy do poprawki?

Elektrownia Połaniec Źródło: Enea

– Rynek mocy nie jest instrumentem, który rozwiąże wszystkie problemy polskiej energetyki. Pomoże zagwarantować moce w systemie elektroenergetycznym, ale może nie pobudzić inwestycji w nowe moce konwencjonalne – przekonywała w rozmowie z portalem BiznesAlert.pl dr Joanna Maćkowiak-Pandera, prezes Forum Energii. Jej zdaniem istnieje możliwość, że w przyszłości trzeba będzie trzeba wprowadzić poprawki po pierwszych aukcjach.

W grudniu ubiegłego roku Sejm przyjął ustawę o rynku mocy. W założeniu ma on pełnić rolę mechanizmu wsparcia dla elektrowni i firm energetycznych, które będą wynagradzane za gotowość dostarczania energii wraz z obowiązkiem jej dostarczenia w momencie problemów z zaspokojeniem szczytowego zapotrzebowania odbiorców na moc. Za wspomnianą gotowość zapłacić mają odbiorcy energii w postaci tzw. opłaty mocowej doliczanej do rachunków za energię. Według szacunków ma to kosztować rocznie około 4 miliardów złotych. Polska propozycja rynku mocy została zaakceptowana przez Komisję Europejską na początku lutego. Do najważniejszych wyzwań polskiej energetyki należy mała dywersyfikacja źródeł wytwarzania, wysokie hurtowe ceny oraz mała elastyczność rynku (ceny nie odzwierciedlają podaży i popytu). Do tego dochodzi wysoka emisyjność polskiego sektora.

– Rynek mocy jest dobrze napisaną ustawą, a proces konsultacji był najlepiej zorganizowanym procesem tworzenia prawa energetycznego od lat. Skutkiem wprowadzenia rynku mocy będzie zagwarantowanie pewnej puli mocy – ocenia Pandera. – To dobrze dla operatora systemu, bo awaryjność jednostek konwencjonalnych jest wysoka. Wytwórcy tez na tym korzystają, co oczywiste. Ale ustawa nie rozwiąże wszystkich problemów. Niepokoi mnie fakt, że nikt nie wie, jaki będzie rzeczywisty skutek wprowadzenia tego mechanizmu. Pojawiają się głosy, że „to mechanizm rynkowy i neutralny technologicznie”. I to z jednej w pewnym stopniu zrozumiałe. Biorąc pod uwagę, że dzięki rynkowi mocy mamy osiągnąć „poprawę bezpieczeństwa dostaw”, co jest hasłem dość pojemnym, to koszt 4 mld zł wydaje się dość wysoki, jak na eksperyment.

– Wprowadzenie inteligentnych liczników, które również mogłoby w dłuższej perspektywie poprawić bezpieczeństwo dostaw, według szacunków kosztowałoby ok. 1 mld zł. Teraz część odbiorców taryfy C będzie musiało wyposażyć się w te liczniki i to też będzie kosztowało blisko 1 mld. Pocieszające jest tylko, że są perspektywy, że na rynku mocy zyskają magazyny, bo DSR będzie mógł uczestniczyć w tym mechanizmie tylko przez agregatorów. Nadal bardzo brakuje krajowej polityki energetycznej, bo ona będzie ważnym sygnałem dla inwestorów, jak polski rząd widzi rozwój polskiej energetyki. Trudno się spodziewać, że bez tego inwestorzy zaczną intensywnie nowe inwestycje. Dużo zamieszania wprowadziła zmiana reguł funkcjonowania zielonych certyfikatów i podejście do farm wiatrowych. – uważa prezes Forum Energii.

Odnosząc się do zaproponowanej ostatnio przez Komisję Przemysłu, Badań Naukowych i Energii Parlamentu Europejskiego (ITRE) poprawki dotyczącej wprowadzenia bardziej restrykcyjnych reguł dla mechanizmów rynków mocy w Unii Europejskiej stwierdziła, że w Parlamencie widać, iż rynki mocy będą miały pod górkę. Mechanizm mocowy jest odbierany jako wsparcie dla węgla. Dlatego są pomysły, żeby wsparcie mocy emitujących powyżej 550 g/kWh było możliwe jedynie w ramach działającej poza rynkiem rezerwy strategicznej. Jeżeli stanowisko Parlamentu Europejskiego się utrzyma, to w przyszłości trzeba będzie zmienić polską ustawę. – podkreślała rozmówczyni BiznesAlert.pl.

Jej zdaniem, udane negocjacje rynku mocy w Brukseli można uznać za sukces. – Dwa lata temu Komisja Europejska była mu przeciwna. Obawiała się, że przy dużej nadpodaży mocy na rynku europejskim, coraz większej konkurencji państwa członkowskie będą nakładały dodatkowe koszty na odbiorców energii. Była obawa, że zmiany nie będą skoordynowane i skończy się tak jak w przypadku systemu wsparcia OZE. Brak współpracy pomiędzy europejskimi sąsiadami we wprowadzaniu systemów wsparcia dla energetyki jest istotną barierą dla tworzenia wspólnego rynku energii – powiedziała dr Maćkowiak-Pandera.

Według dr Maćkowiak-Pandery wprowadzenie rynku mocy nie musi źle oddziaływać na odnawialne źródła energii i ich rozwój w Polsce. – Można spojrzeć na to inaczej. Dotychczas jednym z ograniczeń dla rozwoju OZE był problem z bilansowaniem mocy i zajmowaniem części rynku przez OZE. To skoro teraz pula mocy w systemie zostanie zagwarantowana, czas na rozwój OZE. Jest oczywiste, że Polska będzie potrzebowała źródeł odnawialnych, magazynów i DSR. To jedyna szansa, żeby w przyszłości Polska nie została importerem prądu. – zakończyła.