font_preload
PL / EN
Energetyka OZE 31 maja, 2017 godz. 12:15   

Wiśniewski: Biedni prosumenci, biedne społeczeństwo, bogata energetyka

energetyka oze wiatrak
Pan Profesor Władysław Mielczarski był uprzejmy napisać i opublikować na portalu CIRE tekst pt. „Opłacalność i niezależność – OZE„, w którym przedstawił swoje poglądy na OZE i odniósł się do mojego wpisu blogowego przedrukowanego na CIRE pt. „Janusze polskiego biznesu kontra prosumenci” – pisze Grzegorz Wiśniewski, prezes zarządu Instytutu Energetyki Odnawialnej, członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP

Nie odnoszę się do poglądów Pana Profesora Mielczarskiego i do jego emocji, ale jestem zobowiązany do odniesienia się do kilku niczym nie popartych tez w tekście, które mają znamiona insynuacji pod adresem Instytutu Energetyki Odnawialnej (IEO) i szerzej – środowiska prosumenckiego.

Pan Profesor stawia tezę, że IEO z racji swojej misji nie powinno krytykować krzywdzącego prosumentów prawa, zadaje retorycznie pytanie „kto powinien dostarczać im rzetelnej informacji, że inwestycja w panele PV jest nieopłacana, jak nie ośrodki związane z OZE jak np. IEO”, a potem poucza IEO w jaki sposób powinien poinformować zainteresowanych zostanie prosumentami, podpowiadając – taka informacja zdaniem Pana Profesora ma wyglądać: „inwestycja w panele PV jest nieopłacalna i prosument nigdy nie odzyska zainwestowanych środków”. Z kontekstu może wynikać, że chodzi o dwulicowość IEO, który chce np. po cichu zarobić na ciemiężonym prosumencie, a głośno zganić ustawodawcę i żerujących na mętnym prawie dużych graczy energetycznych.

Po pierwsze w oryginalnym tekście, który jest też adresowany do prosumentów i na ich przykłady się powołuje, jest wyraźnie napisane, że: „prosument nie ma możliwości spłacenia nakładów poniesionych na zakup i montaż mikroinstalacji” (i nawet więcej: „gdyby nie musiał dawać opustu spółkom energetycznym, to i tak w tym systemie „wsparcia” nie wyszedłby na swoje”).

Po drugie, na długo przed uchwaleniem złego prawa, jeszcze w 2015 roku IEO alarmował prosumentów o konieczności zachowana daleko idącej ostrożności w planach inwestycyjnych z uwagi na ryzyko wycofania się rządu z taryf gwarantowanych w ustawie o OZE. Już zimą 2016, po nieoficjalnej prezentacji pierwszej koncepcji nowelizacji ustawy o OZE przez Ministerstwo Energii, IEO przeprowadził symulację ekonomiczne i szeroko informował, że prosumentom nie będzie się opłacać (link do jednego z tekstów z marca). 23-go czerwca, zaledwie dzień po uchwaleniu zmian w ustawie, IEO wydał poparte analizami ekonomicznych oświadczenie pt. „Inwestycje w mikroinstalacje OZE opłacalne tylko dla przedsiębiorców” inforumujące, że inwestowanie w źródła prosumenckie bez dotacji nie będzie opłacalne, ale jednocześnie wskazał sektorowi OZE że opłacalne mogą być inwestycje w mikroinstalacje w małych firmach, które korzystają z taryf „C” i uczciwszych zasad sprzedaży nadwyżek energii niż w przypadku prosumentów indywidulanych (mają też większą wiedzę). Potem działania te zostały poparte sformułowaniem programu dla branży „Instalator OZE odpowiedzialny za korzyści ekonomiczne prosumenta biznesowego„, wspartego programem szkoleń, który miał pozwolić skierować firmy, które nie chciały kłamać na obszar gdzie instalacje zaprojektowane przy największy profesjonalizmie mogą się opłacać i nie krzywdzą nieświadomych inwestorów. O karygodnej sytuacji stworzonej przez podstępne prawo IEO wielokrotnie informował rząd, media i przekazywał wiedzę na ten temat na kilkunastu szkoleniach dla prosumentów. Raczej nie bez powodu Ministerstwo Energii zapowiada powrót do taryf gwarantowanych dla mniejszych instalacji i nie bez powodu Narodowa Rada Rozwoju analizuje potrzebę takiej inicjatywy legislacyjnej w odniesieni do najmniejszych prosumentów.

Nie wiem czym mogę tłumaczyć tą swoistą „pedagogikę” wobec IEO, bo raczej nie złą pamięcią Pana Profesora Mielczarskiego, skoro sam przez ostatni rok kilkukrotnie w swoich emocjonalnych zapędach polemicznych dezawuował ostrzeżenia IEO o ryzyku dla prosumentów.

Trudno też zrozumieć sarkazm i pogardę z jaką prof. Mielczarski pisze o prosumentach („Biedni prosumenci”, należy im się…), także o tych, których z nazwiska, po rozpoznaniu sprawy wymieniłem w swoim artykule min. prosumenta, będącego na emerturze i stojącego za nim posła obecnej kadencji. Nie mogę zgodzić się, aby ktoś kto nie zna sprawy, publicznie dezawuował autentycznie pokrzywdzonych i znajdujących się w trudnej sytuacji ludzi. Badania naukowe (a nie stereotypy „o zarabiających bogatych dentystach i płacących biednych kasjerkach” i dowody anegdotyczne typu „bo mój sąsiad to” itd.) przeprowadzonych w wielu krach (Austria, Australia, Niemcy, USA) potwierdzają, że prosumentami zostają biedniejsi, którzy przy uczciwym prawie są w stanie zaciągać kredyty i spłacić inwestycje w mikroinstalacje i wnosić swój wkład w inteligentny rozwój systemu energetycznego i wypełnienia zobowiązań środowiskowych swojego państwa. W Polsce prosumentami są w takim samym stopniu wyborcy PO i jak i PiS. Z uwagi na swoją słabszą pozycje na zmonopolizowanym rynku prosumenci są objęci ustawą o ochronie konkurencji i konsumentów, a jeżeli ta ochrona będzie nieskuteczna, może się skończyć tak jak w przypadku oferty Amber Gold, na co, złe prawo i bierność też pozwoliły. Należałoby oczekiwać, że po ich stronie staną środowiska naukowe, choćby z uwagi na to, że prosumpcja jest nośnikiem innowacji (bez niej trudno sobie wyobrazić mikrosieci, smart grid, elektromobilność itp.). Byłoby niezrozumiałym gdyby model Janusza Polskiego Biznesu upowszechnił się także w środowiskach naukowych i w pogoni za środkami na mało twórcze badania (never solve a good problem) w tradycyjnej energetyce stanęły wyłącznie po stronie oportunistycznych biznesów zasiedziałych.

Jeżeli nie zła wola i złe emocje to co może upoważniać stwierdzenia o „olbrzymim wsparciu” prosumentów w postaci net meteringu z opustem, gdy przy tym rozwiązaniu sama nazwa „system wsparcia” jest nieadekwatna? Z wielokrotnie większego wsparcia niż mali prosumenci korzystają duże źródła OZE w systemie aukcyjnym, czy, np. elektrownie współspalające biomasę z węglem w elektrowniach węglowych, które korzystają z systemu zielonych certyfikatów (w latach 2006-2015 kosztowały skorzystały z 10 mld zł dopłat i poza puszczeniem z dymem 20 mln ton deficytowego drewna, nic z tego nie zostało). Nie słyszałem, aby przez tyle prof. Mielczarski oburzał się w takich przypadkach faktem dopłacania przez „biedne społeczeństwo”. Nie słyszałem o tym aby prof. Mielczarski mówił z troską o tym, że „biedne społeczeństwo”, dopłaca swoim zdrowiem i stratami w infrastrukturze, gospodarce wodnej i rolnictwie do zwolnień z opłat środowiskowych i nie pokrywania pełnych kosztów wyrządzonych szkód przez energetykę. Nie zinternalizowane w rachunkach za energię koszty zewnętrzne konwencjonalnej energetyki są minimum o 100% wyższe niż cena jaką wytwórcom takiej energii płacimy (studium Extern-E i wiele innych).

Dobrze ze pod koniec swojego wywodu prof. Mielczarski szuka rozwiązania dla OZE. Proponuje „dobrowolny” zakup energii z OZE. Tak się faktycznie zaczyna dziać w UE, ale poczynając od źródeł największych i najmniej innowacyjnych (współspalania) i zamortyzowanych (duże elektrownie), i zmniejszając stopniowo wsparcie dla tych które już teraz są najbliższe komercjalizacji. Nikt rozsądny w UE nie schodzi dzisiaj z tym poniżej 500 kW, przynajmniej dopóki nie będzie masowego rynku najmniejszych mikroinstalacji do 50 kW, bo byłoby to wylanie dziecka z kąpielą. W jaki bowiem sposób przy obecnym modelu rynku właściciel 5 kilowatowej instalacji mógłby sprzedawać energię na zasadzie równego, niedyskryminującego dostępu do rynku? A czy jest spełniony warunek „dobrowolności” po stronie prosumenta? On także powinien mieć możliwość wyboru sprzedawcy (a musi rozmawiać ze swoim monopolistą i tylko w formie umowy kompleksowej), powinien mieć swobodę (dobrowolność) wyboru nabywcy, możliwość skorzystania z formuły sprzedaży bezpośredniej swoim sąsiadom itd. O ile kierunek w jakim poszła propozycja prof. Mielczarskiego jest zasadny, o tyle jednak można mieć wątpliwości, czy to co proponuje jest rozwiązaniem problemu czy nawoływaniem do „ostatecznego rozwiązania kwestii prosumentów” i powrotu na stare, dobrze upatrzone pozycje w zasiedziałej energetyce.

Źródło: CIRE.PL