Sawicki: Czy rząd znów zamrozi ceny energii?

18 grudnia 2019, 07:31 Energetyka
żarówka energia energetyka fot. Pixabay
fot. Pixabay

Urząd Regulacji zdecydował o przyszłorocznych cenach energii. Podwyżki czekają klientów Tauron Sprzedaż. Natomiast sprzedawcy energii z Grup PGE, Enea i Energa mają stosować taryfy z 2018 roku i mają dwa tygodnie na przedstawienie kolejnych argumentów przemawiających za podwyżką w 2020 roku. Tymczasem ministerstwo aktywów państwowych zapowiedziało rekompensaty dla klientów indywidualnych. Czy rząd zechce znów zamrozić ceny energii? – pisze Bartłomiej Sawicki, redaktor BiznesAlert.pl.

Tauron z taryfą, jego klienci z podwyżką

Urząd Regulacji Energetyki poinformował na wczorajszej konferencji prasowej o taryfach na dystrybucje energii elektrycznej i jej sprzedaż. Największe emocje budziły taryfy na sprzedaż energii. URE zgodziło się na nową taryfę za energię elektryczną od 2020 roku dla Tauron Sprzedaż. URE ocenił, że wnioski pozostałych spółek o podwyżkę taryf nie zostały należycie uargumentowane.

Regulator zatwierdził jedynie taryfę na sprzedaż energii dla klientów Tauron Sprzedaż. Pozostali tzw. „sprzedawcy z urzędu” z Grup PGE, Enea i Energa nie dostali takiego zatwierdzenia ponieważ – jak podkreśla URE – nie dostosowali się do wezwań w czasie prowadzonego postępowania, co przekłada się na brak zgody na nowe taryfy. Jak pisali na łamach portalu BiznesAlert.pl Karolina Baca Pogorzelska i Piotr Stępiński przedłożone wnioski taryfowe miały zawierać oczekiwanie podwyżek cen energii o 20 – 40 procent. Tymczasem Tauron Sprzedaż miał przedstawić argumenty przemawiające za podwyżką cen energii o ok. 20 procent. Dzięki decyzji URE podwyżka cen energii dla odbiorców Tauron Sprzedaż od 1 stycznia 2020 roku wyniesie 12 procent i da – zgodnie z danymi URE – ok. 9 zł więcej na rachunku.

Co dalej z cenami energii? URE odrzuca wnioski wszystkich spółek poza Tauronem

URE czeka na nowe wnioski

Co będzie z pozostałymi sprzedawcami energii? Pozostałe spółki mogły wnioskować o większe podwyżki, ale regulator nie był przekonany, że przedłożone propozycje pozwolą równoważyć interesy przedsiębiorstw energetycznych i odbiorców, uwzględniając aktualne warunki funkcjonowania rynku i sytuację ekonomiczną firm. Efekt? Trzy spółki mają oferować od pierwszego stycznia ceny energii zgodnie z taryfą z 2018 roku. Mogą z tego tytułu ponosić straty. Średnia cena energii elektrycznej w 2018 roku na rynku konkurencyjnym wyniosła 194,30 zł/MWh. Tauron podał zaś w raporcie bieżącym, że Prezes URE zatwierdził cenę sprzedaży energii elektrycznej dla odbiorców w grupach taryfowych G dla Tauron Sprzedaż na poziomie średnio 289,37 zł za MWh.

Spółki mają 14 dni na przedstawienie nowych argumentów. Chociaż skończyło się postępowanie dowodowe to nie została wydana decyzja odmowna, więc jest jeszcze czas na rozmowy. Firmy mogą zapoznać się z dokumentacją i przedstawić nowe uzasadnienie podwyżek. Mogą skorygować wnioski lub przedstawić nowe i obniżyć swoje oczekiwania. Chodzi o poziom taryf „akceptowalny z punktu widzenia nadrzędnych celów regulacji”. Jaki to poziom? Można domniemywać, że ok. 20 procent, na które otrzymał zgodę Tauron.

Tauron już liczy straty 

Nie da to jednak spółkom oddechu. Tauron już zapowiedział, że biorąc pod uwagę zatwierdzoną cenę sprzedaży energii elektrycznej zidentyfikował konieczność utworzenia w czwartym kwartale 2019 roku rezerwy na umowy rodzące obciążenia w Segmencie Sprzedaży, która została wstępnie oszacowana na poziomie od 230 mln zł do 280 mln zł. Spółka sygnalizuje więc, że nawet podwyżka taryfy nie pokryje kosztów pozyskania energii. To wskazówka dla pozostałej trójki koncernów na temat możliwych strat. Jeśli otrzymają taryfy na poziomie przyznanym Tauronowi, będą musiały liczyć się – podobnie jak on – na straty rzędu kilkuset mln zł. Jeśli po otrzymaniu taryfy, PGE, Enea i Energa zdecydowałyby się na stworzenie rezerwy jak Tauron, jej wartość będzie zależeć od liczby klientów, różnicy posiadanych mocy wytwórczych czy wolumenem energii do kupienia na giełdzie.

Podwyżki nadejdą chyba, że…

Po przyjęciu ustawy o cenach energii elektrycznej, która była przedmiotem prac w ubiegłym roku mogło się zdawać, że nie będzie już kolejnych mechanizmów zamrażających ceny energii. Premier Mateusz Morawiecki zapewniał, że obniżona akcyza na energię elektryczną z 20 do 5 złotych za MWh i opłata przejściowa obniżona o 95 procent będą pozostawione na tym poziomie także w 2020 roku. To jednak zbyt mało aby zatrzymać wzrost cen na rachunkach. Tymczasem minister rozwoju  Jadwiga Emilewicz zadeklarowała po posiedzeniu rządu z 17 grudnia, że nie prowadził on żadnych prac związanych z legislacją, która miałaby zatrzymać podwyżki cen. Natomiast premier Mateusz Morawicki dodał na tej samej konferencji, jeszcze przed decyzją URE, że rząd rozważy mechanizm kompensujący wzrost cen energii w przyszłym roku dla odbiorców indywidualnych. Kilka godzin później, już po decyzji URE, wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin zapewnił, że taki mechanizm zostanie wprowadzony. Nie podał źródła finansowania tego mechanizmu, które będzie kluczowe w rozmowach z Komisją Europejską na temat ewentualnej zgody na pomoc publiczną.

Mecenasi Łukasz Batory i Piotr Wach z kancelarii Banasik, Woźniak i Wspólnicy wskazują, że teoretycznie jest możliwość „zamrożenia” cen energii przy jednoczesnym poszanowaniu prawa unijnego, które zakazuje nieuzasadnionej pomocy publicznej. Należałoby jednak zagwarantować, że takie regulacje nie będą stanowić takiej pomocy w rozumieniu Traktatu o Funkcjonowaniu UE. Prawnicy podkreślają, że konieczne byłoby wykazanie, że spółki obrotu uzyskują wsparcie jako ekwiwalent za świadczenie usługi w ogólnym interesie gospodarczym, który to obowiązek zostałby wprost na nie nałożony. Takie uzasadnienie powinno się znaleźć w treści samej ustawy o cenach energii. Konieczne byłoby określenie ex ante parametrów wypłaty rekompensat. Chodzi o wzory obliczeń kwoty różnicy ceny oraz rekompensaty finansowej znane ze wspomnianej ustawy. Należałoby także zapewnić, że rekompensaty będą pokrywać jedynie koszty świadczenia usługi. – Dobrym pomysłem byłoby wskazanie wprost tych kryteriów w treści odpowiednich aktów prawnych oraz jednoznaczne określenie, iż z uwagi na te kryteria wprowadzane rozwiązanie nie stanowi pomocy publicznej – sugerują prawnicy cytowani przez BiznesAlert.pl.

Jest prawna możliwość wprowadzenia nowego mechanizmu mrożenia cen energii, ale skąd pozyskać miliardy złotych na jego wdrożenie? Poprzedni mechanizm został zasilony ze środków pozyskanych dzięki sprzedaży uprawień do emisji CO2. Te, zamiast posłużyć modernizacji energetyki, zamroziły ceny energii na rachunkach obywateli. Eksperci szacują, że mechanizm proponowany obecnie mógłby kosztować 1-2 mld zł. Najszybszym i najprostszym rozwiązaniem byłaby natomiast obniżka podatku VAT od sprzedaży energii elektrycznej, który obecnie wynosi 23 procent. Wiązałaby się ona jednak z mniejszymi wpływami do budżetu państwa.

Stępiński: Jak zamrozić ceny energii w 2020 roku?