Emilewicz: Strategia energetyczna nie jest spójna z planami operatora (ROZMOWA)

26 kwietnia 2022, 07:35 Atom
Jadwiga Emilewicz fot. MPiT
Jadwiga Emilewicz fot. MPiT

– Strategia energetyczna jest ważnym dokumentem, ale takich o znaczeniu strategicznym jest kilka. Mamy jeszcze program inwestycyjny Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Te dokumenty się rozchodzą. Jest w nich zbyt mało wspólnych mianowników – mówi Jadwiga Emilewicz, była minister rozwoju, a obecnie poseł do Sejmu RP.

BiznesAlert.pl: Jak według Pani inwazja rosyjska wpłynie na politykę energetyczną Unii Europejskiej? Czy cele polityki klimatycznej ulegną zmianie?

Jadwiga Emilewicz: Inwazja Rosji na Ukrainę już wpłynęła na pewne zmiany w polityce energetycznej Unii, nie tylko w wymiarze narracji, ale i konkretnych czynów. Komisja Europejska i nasi zachodni partnerzy zaczęli patrzeć na kwestie energetyczne przez polskie okulary. Bankructwu uległy idee i przekonania, że można przeprowadzić transformację energetyczną bazując na partnerach, którzy nie podzielają naszych wartości. Z gangsterami nie robi się interesów, i to jest pewien wniosek, do którego doszli liderzy państw zachodnich na czele z Niemcami, czego namacalnym przykładem jest upadek projektu Nord Stream 2. Z letargu obudziły się również elity amerykańskie, z obu stron politycznej barykady. Amerykanie przez lata byli przekonani, że zgodnie z tezą Francisa Fukuyamy z końca XX wieku, historia w Europie się skończyła i teraz mogą zaangażować się na innych teatrach. Inwazja Rosji obaliła ten pogląd wśród polityków, amerykańskich badaczy, think tanków i środowisk analitycznych, czyli tak zwanego deep state. Należy sobie również zadać pytanie o to, jak długo można utrzymać tę zmianę zważywszy na to, jak trudna sytuacja ekonomiczna jest obecnie w USA. 

Obecna sytuacja zwróciła również uwagę przeciętnego obywatela Europy na tematy energetyczne. Zaczyna on sam na własnej skórze odczuwać agresję Rosji i jej politykę w swoich rachunkach za prąd, gaz czy w koszcie paliwa na stacjach. I to też ma niebagatelne znaczenie w kontekście polityki energetycznej Wspólnoty. Unia nie zmieni podejścia do transformacji energetycznej. Ona nadal pozostanie jej głównym celem, jednak argumentacja tłumacząca konieczność transformacji nie będzie już koncentrować się w tak dużym stopniu na kwestii klimatu, ochrony Ziemi, ale właśnie na bezpieczeństwie. Musimy zatem i my tę zmianę narracji wykorzystać. To jest właśnie ten moment, w którym możemy skutecznie zawalczyć o nasze interesy w kontekście regulacji unijnych. To również czas, w którym możemy dyskutować o niekorzystnych dla nas zapisach na przykład w odniesieniu do kończącego się w 2025 roku wsparcia z rynku mocy i limitu emisji z elektrowni na poziomie 550 g CO2 na kWh. Komisja Europejska zaprosiła nas do dyskusji i musimy z tego mądrze, ale i szybko skorzystać. Nie możemy mówić, że chcemy znoszenia systemu handlu emisjami EU ETS, że chcemy jego upadku. W ten sposób nie dojdziemy do porozumienia z Brukselą. Sama wielokrotnie rozmawiałam ze środowiskiem reprezentującym sektor energochłonny. Przedstawiciele tych branż absolutnie nie są przeciwko zielonej energii, chcą się transformować. Chcą jednak przy tym mieć stabilne warunki do inwestycji, do prowadzenia biznesu. Kluczowa z naszej perspektywy jest reforma ETS w sposób, który sprawi, że koszty tego systemu nie będą zabijały możliwości rozwoju i transformacji polskiej gospodarki. Nie chcemy przecież aby nasze zakłady, przemysł znalazły się w Turcji, Indiach czy Chinach. I to jest argument, który musimy wykorzystać. 

Jak zatem ocenia Pani założenia aktualizacji strategii energetycznej Polski? Tam jest mowa o zwiększeniu udziału energii z OZE w 2040 roku do połowy miksu energetycznego.

Mówiąc o aktualizacji, powiedziałabym, że nam dzisiaj potrzebna jest gruntowna debata polityczna dotycząca celów polityki energetycznej. Aktualizacja Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku jest dobrym przyczynkiem do takiej debaty. Musimy sobie jasno powiedzieć, że dążenie do energetyki zeroemisyjnej nie jest czymś narzuconym ideologicznie przez Brukselę, tylko wyborem opartym na bezpieczeństwie. Energetyka rozproszona jest źródłem bezpieczeństwa. Awaria jednej dużej elektrowni dziś w Polsce oznaczałoby wyłączenie dużego obszaru kraju z sieci. I musimy sobie to uzmysłowić. Oczywiście rozwój OZE jest kosztowny z perspektywy rozbudowy sieci, ale patrząc całościowo, właśnie z perspektywy bezpieczeństwa oraz kosztów dla odbiorców indywidualnych i przemysłu – po prostu się opłaca. Bezpieczeństwo energetyczne daje jedynie tak skonstruowany mix, który nie uzależnia systemu nadmiernie od dostaw określonego rodzaju paliwa czy surowca. Dlatego tak ważne jest rozwijanie różnych źródeł energii i zapewnienie im właściwego miejsca w krajowym systemie. Polityka Energetyczna Polski jest ważnym dokumentem, ale takich o znaczeniu strategicznym jest kilka. Mamy jeszcze plan rozwoju systemu przesyłowego do 2030 Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Te dokumenty się nie są wystarczająco ze sobą powiązane. Zbyt mało w nich wspólnych mianowników. Widać to szczególnie w kontekście przyłączeń morskiej energetyki wiatrowej, planach inwestycyjnych PSE w Elektrowni Ostrołęka, czy w odniesieniu do małych reaktorów jądrowych SMR, których dokument PSE w ogóle nie wymienia. A zatem między tymi strategiami jest dziś zbyt dużo rozbieżności. Potrzebna jest debata pomiędzy twórcami przepisów a stroną wykonawczą, czyli spółkami odpowiedzialnymi za inwestycje, po to, aby wypracować wspólne stanowisko. Na razie go nie widać. Ta kwestia jest obecnie najważniejsza w kontekście dyskusji o dokumentach strategicznych i kierunkach rozwoju polskiej energetyki.

Szykuje się liberalizacja ustawy odległościowej, która trafiła do resortu klimatu. Czy prace nad nią się wreszcie zakończą?

Mam nadzieję, że tak. Projekt ten jest kluczowy dla polityki energetycznej Polski. Dzisiejszy stan prawny wyklucza z inwestycji wiatrowych 99,7 proc. obszaru Polski. Ustawa w stanie, w jakim ją zostawiłam w Ministerstwie Rozwoju pozwalała na ponad 25-krotne zwiększenie dostępności terenów pod inwestycje wiatrowe – z obecnych 0,28 proc. do 7,08 proc. powierzchni Polski, co umożliwiłoby realizację 31-32 GW nowych elektrowni wiatrowych z poszanowaniem aspektów społecznych, środowiskowych, technicznych i ekonomicznych. Ustawa powinna więc przejść swoją legislacyjną ścieżkę jak najszybciej. To warunek konieczny, jeśli chcemy osiągnąć założone w PEP cele. Cieszę się, że ustawa ma nowego gospodarza. Martwię się jednak o wpływ kalendarza wyborczego na jej bieg. 

Minister klimatu i środowiska Anna Moskwa wspomniała w rozmowie z BiznesAlert.pl o pracach mających na celu poszerzenie obszarów morskich przeznaczonych pod budowę morskich farm wiatrowych. Jak Pani ocenia to działanie?

Im większa dywersyfikacja tym lepiej, więc to pozytywny element. Mówimy o wietrze na lądzie i morzu, ale mamy też fotowoltaikę oraz biogazownie. Ta dywersyfikacja, poza kwestiami czysto energetycznymi, jest istotna również z perspektywy całej gospodarki. Z fotowoltaiką powiązany jest cały rodzimy przemysł pomp ciepła, który dzięki boomowi na instalacje prosumenckie również odczuł znaczne wzrosty zamówień. W 2021 liczba pomp wzrosła o 80 proc. w stosunku do poprzedniego roku. Tak powstają kolejne gałęzie gospodarki i to szalenie ważne. Aby takich synergii było więcej, musimy wspierać branże OZE regulacjami, ulgami i dofinansowaniami. Podobnie wiele można zrobić w przypadku biogazowni. Samorządy są gotowe do współpracy. Ważne jest wsparcie na poziomie regulacyjnym. Musimy słuchać przemysłu, który chce sam z siebie inwestować w nowe źródła produkcji energii bez negatywnego wpływu na krajowy system elektroenergetyczny. Warto, aby polski krajowy operator przyjrzał się uważnie brytyjskiemu operatorowi sieci, który w ciągu niespełna dekady dokonał rewolucyjnej zmiany w sektorze elektroenergetycznym. Rewolucja ta była możliwa nie tylko poprzez rynek mocy, ale przede wszystkim przez nowe inwestycje, jasny plan wyłączania starych mocy węglowych, rozwój usług regulacyjnych poprawiających elastyczność systemu. Takie inicjatywy należy wspierać. Offshore wind jest ważny, ale nasze możliwości rozszerzania obszarów koncesyjnych są ograniczone. Nie jesteśmy Portugalią leżącą nad oceanem. Istotne jest, aby były dynamiczne, abyśmy jak najszybciej przeszli od fazy projektowania regulacji do fazy realizacji. Zwłoka może powodować to, że stracą na tym nasze firmy.

Rozmawiał Mariusz Marszałkowski