PGE Energia Ciepła: Transformacja ciepłownictwa według Fit for 55 to zagrożenie bezpieczeństwa w dobie kryzysu (ROZMOWA)

1 grudnia 2021, 07:30 Ciepłownictwo
Fot. PGE EC. Grafika: Gabriela Cydejko.
Fot. PGE EC. Grafika: Gabriela Cydejko.

Przemysław Kołodziejak, prezes zarządu PGE Energia Ciepła i Arkadiusz Szymański, dyrektor pionu regulacji rynku ciepła i systemów wsparcia w tej spółce, komentują propozycję pakietu Fit for 55. Ostrzegają przed nierealnymi celami z punktu widzenia ciepłownictwa polskiego i groźnymi ze względu na kryzys energetyczny.

BiznesAlert.pl: Jak postrzegają Państwo przyspieszenie polityki klimatycznej w Unii Europejskiej, czy postulaty jej przyspieszenia na COP26?

Przemysław Kołodziejak: W PGE Energia Ciepła, realizujemy strategię PGE Polskiej Grupy Energetycznej,ograniczając wpływ naszej działalności na środowisko, zmniejszając emisję CO2 oraz stopniowo odchodząc od paliw nieodnawialnych w kierunku energetyki neutralnej emisyjnie. W naszych aktywach już rozpoczęliśmy proces odchodzenia od węgla i przejścia na paliwo mniej emisyjne, czyli gaz. Aktualnie do 30 procent energii i ciepła wytwarzamy z gazu. Należy jednak mieć na uwadze, że paleta możliwych rozwiązań technologicznych jest ograniczona. Na dziś jako paliwo alternatywne mamy przede wszystkim biomasę i odpady, ale pojawiają się negatywne sygnały, co do wykorzystania ich w przyszłości, jako paliw nieemisyjnych. Możemy również wykorzystywać kolektory słoneczne czy energię geotermalną, ale tylko tam, gdzie są ku temu warunki. I aktualnie to są w zasadzie jedyne możliwości niskoemisyjnego wytwarzania ciepła. W przyszłości pewną nadzieję można wiązać z wytwarzaniem ciepła z energii elektrycznej pochodzącej na przykład z morskich farm wiatrowych czy jakichkolwiek innych źródeł odnawialnych. Jest jeszcze zielony wodór, ale dziś nie ma sprawdzonych, rozwiniętych technologii jego pozyskiwania, poza elektrolizą wody z wykorzystaniem „zielonej” energii elektrycznej. Ale wykorzystanie wodoru w ciepłownictwie ma ograniczone możliwości, ponieważ proces technologiczny polegający na wytworzeniu wodoru w elektrolizerach, jego przesłaniu rurociągami i przekształceniu w urządzeniach kogeneracyjnych czy kotłach na energię elektryczną i ciepło, poza wysokimi kosztami CAPEX i OPEX, charakteryzuje się bardzo niską sprawnością całkowitą. Zdecydowanie lepszym procesem jest zamiana bezpośrednio energii elektrycznej na ciepło lub wykorzystanie energii elektrycznej do zasilania pomp ciepła. Będziemy niebawem oddawać do eksploatacji kotły elektrodowe w technologii power to heat, gdzie ze sprawnością ponad 99 procent będziemy zamieniać energię elektryczną w ciepło. Wodór na obecnym etapie rozwoju tej technologii jest mniej wydajny, ale może być bardzo dobrym sposobem na magazynowanie energii elektrycznej pochodzącej z OZE, jednakże wymaga to dalszych badań i prac rozwojowych. Reasumując, realizujemy projekty konwersji źródeł ciepła w kierunku mniej emisyjnym z wykorzystaniem znanych i sprawdzonych technologii i  w tym obszarze nasze cele są całkowicie zbieżne z unijnymi, ale niepokoi nas tempo zmian proponowanych przez Komisję Europejską czy część uczestników COP26.

Arkadiusz Szymański: Warto spojrzeć na to, jak trudno było osiągnąć porozumienie na szczycie klimatycznym COP26 w Glasgow. Na wyeliminowanie węgla z energetyki nie chcieli zgodzić się najwięksi emitenci: Chiny, Indie, Stany Zjednoczone, odpowiadające za około 90 procent światowej emisji gazów cieplarnianych. Unia Europejska odpowiada za 9 procent, a Polska za jeden procent. Finalnie wykreślono zapis o eliminowaniu węgla, zastępując go „stopniowym zmniejszaniem” i osiągnięto kompromis, z którego – jak wynika z komunikatów prasowych – nikt nie był na koniec zadowolony. Mówimy w Unii Europejskiej o sprawiedliwej transformacji energetycznej rozumianej jako unikaniu nadmiernych uciążliwości ekonomicznych odbiorców. Należy dążyć do neutralności klimatycznej, a nie zera emisyjnego, czyli całkowitej utopii. Dlatego Komisja mówi właśnie o neutralności. Należy wytwarzać tyle emisji, ile może pochłonąć środowisko. Ten kierunek nie budzi wątpliwości. Jednak ten cel będzie w zasięgu, jeżeli zaplanujemy mądrze transformację z określonymi terminami, które nie wynoszą 3-5 lat, wbrew procesowi inwestycyjnemu, ale kilkanaście lat. Ponadto, reguły nie mogą się nieustannie zmieniać w trakcie gry. W innym razie zmiany nie nastąpią, a przykładem niech będzie dostosowanie bloków węglowych do wymogów dyrektywy IED. Zaangażowaliśmy wielkie środki publiczne na cele, które miały być długoterminowe, a okazały się krótkoterminowe, bo uległy szybkiej rewizji. Nie ważne jaki strumień pieniędzy skierowalibyśmy w te inwestycje, one się już nie zwrócą. Jeżeli chcielibyśmy zrealizować cele z pakietu regulacji Fit for 55 przedstawionego przez Komisję Europejską, przeciążymy gospodarkę i odbiorcę końcowego, czyli społeczeństwo i osiągniemy „sukces” w postaci jednego procenta wkładu do redukcji emisji, przy czym reszta największych emitentów tego nie zrobi.

Przemysław Kołodziejak: Polska ma bardzo dobrze rozwinięte ciepłownictwo sieciowe, systemowe. Obok Danii i Islandii mamy największy w Unii Europejskiej udział ciepła sieciowego w pokrywaniu zapotrzebowania. Jesteśmy też w czołówce, jeśli chodzi o dostawy ciepła poprzez sieć, liczone w jednostkach naturalnych. Ilość megawatów zainstalowanych w ciepłownictwie scentralizowanym jest większa niż moc zainstalowana polskiego systemu elektroenergetycznego. Jest to nasze dziedzictwo historyczne, nawiasem mówiąc bardzo cenne, i nie zmienimy tego z dnia na dzień. To wymaga oprócz wiedzy, którą posiadamy, również czasu i pieniędzy. Proponowane zmiany legislacyjne powinny uwzględniać historyczne uwarunkowania sektora energetyki w Polsce, podobnie jak i w innych krajach. Bo spróbujmy sobie wyobrazić następującą hipotetyczną sytuację: pojawia się na arenie europejskiej hasło całkowitego odejścia od energetyki jądrowej do 2030 roku. I co wtedy? Polska już dzisiaj będzie realizować ten cel, bo nie ma energetyki jądrowej, ale czy taki cel przystaje do rzeczywistości we Francji wytwarzającej 70 procent energii z atomu?

Jakie osiągnięcia polskiego ciepłownictwa można przedstawić jako kontrargument przeciwko zwolennikom Fit for 55, którzy twierdzą, że ono się nie zmienia, bo nie chce?

Przemysław Kołodziejak: Polskie firmy są w trakcie realizacji bardzo wielu projektów konwersji paliwa z węgla na gaz oraz wykorzystania źródeł OZE. Jednakże proces inwestycyjny w energetyce to około 5-6 lat, uwzględniając etap analiz przedinwestycyjnych, procesu przetargowego i fizycznej realizacji inwestycji. Jako PGE Energia Ciepła już w 2018 roku rozpoczęliśmy projekty przestawienia źródeł węglowych tak, aby wykorzystywały gaz jako paliwo mniej emisyjne i były dostosowane do pakietu zimowego, ówczesnego zestawu regulacji unijnych. Elektrociepłownia będąca efektem pierwszego wszczętego projektu, to znaczy EC Nowa Czechnica, zacznie pracować na początku 2024 roku. Jeśli propozycje Fit for 55 zostaną wdrożone zgodnie z aktualnymi zapowiedziami, to ten blok w momencie uruchomienia nie będzie już spełniał nowych wymogów definicji efektywności energetycznej systemu ciepłowniczego.

Negocjacje aktu delegowanego w tej sprawie mogą trwać nawet do 2024 roku.

Przemysław Kołodziejak: I to jest duży problem. Podejmujemy dziś decyzje inwestycyjne, biorąc pod uwagę różne scenariusze, kierując się spełnieniem wymagań prawnych oraz interesem ekonomicznym spółki. Nie znając końcowego kształtu proponowanych rozwiązań legislacyjnych, trudno jest nam zaprojektować właściwe rozwiązania techniczne i zbudować finansowanie dla planowanych inwestycji. Wejście w życie Fit for 55 w obecnym kształcie uniemożliwi nam realizację naszych planów. Wymóg emisji CO2poniżej 270g/kWh spowoduje brak możliwości finansowania takich projektów ze środków pomocowych. Osiągniemy efekt przeciwny do oczekiwanego. Zostaniemy przy węglu, nasi klienci będą odchodzić od ciepła systemowego i niekoniecznie będą się przestawiać tylko na odnawialne źródła energii. Potrzebujemy jasnej ścieżki zmian, która zostanie ustalona i – co równie ważne –przestrzegana w dłuższym horyzoncie czasowym. Podsumowując, mieliśmy dyrektywę IED z 2010 roku pozwalającą spalać węgiel z jak najmniejszym wpływem na środowisko. Wtedy podjęliśmy określone decyzje inwestycyjne i powstał rynek mocy, a potem nagle pojawił się w 2018 roku pakiet zimowy z limitem emisji 550g/KWh. Pakiet zimowy wykluczył do pewnego stopnia wykorzystanie węgla w energetyce. Rok 2019 przyniósł uzgodnioną przecież z Komisją Europejską ustawę o promowaniu wysokosprawnej kogeneracji. Mieliśmy w planach przejście na gaz dla źródeł podstawowych przy pozostawieniu węgla na pokrycie szczytów oraz harmonogram transformacji firmy uwzględniający możliwości finansowania inwestycji. Teraz pojawił się pakiet Fit for 55 planowany do wejścia w życie na 2024 rok, który znowu wszystko zmienia. Nie ma gwarancji, że po kilku latach nie pojawi się kolejny pakiet propozycji legislacyjnych sprzecznych z dotychczasowymi pomysłami. To uniemożliwia racjonalne planowanie inwestycji i uzyskanie założonego zwrotu z zaangażowanego kapitału, a należy pamiętać, że w energetyce proste okresy zwrotu sięgają 15-20 lat.

Czy pakiet Fit for 55 uwzględnia ocenę skutków jego wprowadzenia?

Przemysław Kołodziejak: Myślę, że nie. Propozycje wymagań prawnych z Fit for 55 zawierają pewne parametry ściśle określone: daty obowiązywania, progi liczbowe, metodyki obliczania tych parametrów itp. Mamy do nich dużo zastrzeżeń. Jeśli weźmiemy pod uwagę sam limit emisji 270g/kWh, to – w zależności od tego jak finalnie będzie ten wskaźnik obliczany – może dojść do sytuacji całkowitego wykluczenia gazu jako paliwa dla źródeł kogeneracyjnych, jest więc zbyt rygorystyczny. A nawet w przypadku spełnienia tego warunku poprzez odpowiedni dobór urządzeń i okresów pracy, takie źródło energii elektrycznej np. w okresie letnim nie będzie mogło być wykorzystane w sytuacjach zagrożenia pracy systemu elektroenergetycznego, ponieważ konieczność pracy bez odbioru ciepła, np. w trybie kondensacyjnym czy na tzw. gorące kominy spowoduje obniżenie sprawności całkowitej i w efekcie wzrost wskaźnika emisyjności ponad 270 g/kWh. Dodatkowo zasilany system ciepłowniczy może stracić status systemu efektywnego. Gdybyśmy wprowadzili te regulacje dzisiaj, musielibyśmy wyłączyć praktycznie całą naszą kogenerację i w systemie nagle ubyłoby 2,4 GW mocy elektrycznej. Obecny kryzys energetyczny pokazał w Unii Europejskiej brak alternatywnych sposobów wytwarzania energii zarówno elektrycznej jak i ciepła, które dobrze współpracowałyby ze źródłami niestabilnymi i zabezpieczałyby pokrycie wzrostów zapotrzebowania na energię. Postulujemy zatem, aby proponowane zapisy pakietu uwzględniały też kwestie bezpieczeństwa dostaw energii i ciepła. Powinniśmy dążyć do neutralności klimatycznej, ale natura energetyki odnawialnej sprawia, że nie zawsze dostępna jest taka ilość energii, która zaspokaja potrzeby. Kluczowe znaczenie dla rozwoju OZE i dekarbonizacji ma magazynowanie energii. Czekamy wciąż na pojawienie się efektywnych i neutralnych dla środowiska technologii magazynowania energii, ale póki co potrzebujemy alternatywnych, sterowalnych źródeł energii oraz ciepła na wypadek spadku dostępności OZE. Być może warto tworzyć miks energetyczny nie tylko w odniesieniu do poszczególnych krajów, ale całej Unii Europejskiej tak, aby każdy kraj mógł wnieść swoją specyfikę energetyki do unijnego koszyka w ramach stabilizacji pracy całego systemu elektroenergetycznego Europy. Francja mogłaby wnieść energetykę atomową, Skandynawia energetykę wodną, kraje na południu – mające duży potencjał -energetykę słoneczną, kraje morskie mogłyby zapewnić energię z wiatru offshore,  wszystkie kraje po części gaz, biomasę, odpady i onshore. A kraje posiadające zasoby węgla kamiennego czy brunatnego, dopełniałyby miks, zapewniając jednocześnie stabilizację systemu.

Jakie są Państwa postulaty?

Arkadiusz Szymański:Oczekujemy, że gaz jako paliwo przejściowe powinien pozostać dopuszczony ze wszystkimi regulacyjnymi konsekwencjami. Nie mamy możliwości natychmiastowego przejścia z węgla na OZE z punktu widzenia ekonomicznego, finansowego czy nawet technicznego. Taka transformacja nie jest zgodna zarówno z zasadami ekonomii jak i prawami fizyki. Natomiast transformacja oparta o gaz jako paliwo przejściowe byłaby podejściem spójnym z tym, co do tej pory uzgodniliśmy z Komisją Europejską, czyli rynkiem mocy oraz wsparciem kogeneracji. Zazielenianie ciepłownictwa z użyciem biomasy, która za chwilę będzie musiała spełniać kryteria zrównoważonego rozwoju, wymagające badań całego śladu węglowego, wpływać na podaż i cenę tego paliwa, a tym samym na inwestycje w źródła biomasowe. Bardzo ważnym naszym postulatem do dyrektywy RED III jest możliwość zazieleniania ciepła za pomocą energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. Ciepło wytworzone z takich źródeł (z „zielonej” energii elektrycznej) byłoby również „zielone”. Wstępnie Komisja poparła taki postulat, ale ostatecznie nie pojawił się taki zapis w Fit for 55.Zwracamy uwagę, że ten pakiet musi dostrzec potrzeby bezpieczeństwa i ciągłości dostaw w dobie kryzysu. Z lektury zapisów pakietu wydaje się, że ten temat jest nieco pomijany. Realizując niektóre jego postanowienia, uzyskalibyśmy koszty niemożliwe do udźwignięcia, ale także ryzyko niezapewnienia bezpieczeństwa dostaw. Nie ma możliwości przestawienia z dnia na dzień gospodarki bez takich zagrożeń. Poszanowanie zróżnicowania w Unii Europejskiej jest niezbędne. COP26 pokazał, że nie ma apetytu na jednoznaczne odejście od węgla na całej kuli ziemskiej. Była mowa o zmniejszaniu udziału węgla (phase down), a nie odejściu od niego (phase out). Należy dążyć do neutralności klimatycznej, ale z zastosowaniem środków i metod, które są realne. Inaczej będzie to niemożliwe albo niebezpieczne. Taka jest lekcja z COP26.

Jakie są wnioski z punktu widzenia Fit for 55?

Przemysław Kołodziejak: Reasumując, aby Fit for 55 przyniósł oczekiwane skutki, musi być przede wszystkim rozłożony w czasie, uwzględniać uwarunkowania technologiczne i ekonomiczne, ale także mieć na uwadze obecny stan energetyki poszczególnych krajów, wynikający z zaszłości historycznych.

Rozmawiał Wojciech Jakóbik

Co Fit For 55 oznacza dla Polski? „Nie da się zmienić gospodarki z dnia na dzień”